Film Simona Curtisa jest, przynajmniej częściowo, oparty na faktach. Rozgrywa się w 1956 r. podczas realizacji komedii Laurence'a Oliviera "Książę i aktoreczka" według sztuki Terence'a Rattigana.
W tamtym filmie Olivier (nominowany do Oscara Kenneth Branagh) grał Karola, władcę fikcyjnej Karpatii, który zakochuje się w chórzystce z Brooklynu granej przez Monroe (Złoty Glob dla Michelle Williams, która także ma szansę na Oscara). Akcja "Księcia..." dzieje się w roku 1911, gdy europejscy monarchowie zjechali do Londynu na koronację Jerzego V i królowej Marii.
W "Moim tygodniu z Marilyn" Monroe - która przyjechała do Anglii ze swym mężem, dramaturgiem Arthurem Millerem (Dougray Scott) - popada w konflikt z Olivierem. Różnią się stylem pracy - ona wierzy w metodę rodem z Actors Studio, więc ciągle pyta o motywację swej postaci, a on jej tłumaczy: - Po prostu bądź sexy. Poza tym Olivier źle znosi jej psychicznie załamania i chroniczne spóźnianie się na plan.
Ich spór oglądamy z perspektywy Colina Clarka (Eddie Redmayne), młodego asystenta Oliviera, który, zauroczony Monroe, wzdycha też do zajmującej się kostiumami Lucy (
Emma Watson). Kręceniu filmu przypatruje się również zazdrosna żona Oliviera Vivien Leigh (Julia Ormond), która przed laty grała z nim tę samą rolę w teatrze.
"Mój tydzień z Marilyn" to sprawnie nakręcona opowieść "z życia sławnych ludzi", ale tak naprawdę to film o miłości. Wszyscy spotykający Marilyn zakochują się niej, na różne sposoby, choć dobrze zdają sobie sprawę, że będzie to dla nich bolesne doświadczenie. Z kolei ona sama wzdycha, że ci, który pokochała, nieodmiennie od niej odchodzą. Dlaczego? - Nie mogę przy niej pisać, nie mogę przy niej myśleć. Ona mnie pożera - żali się Olivierowi filmowy Arthur Miller. I to jest jakaś odpowiedź.
Głównym problemem filmu było oczywiście obsadzenie roli Monroe. Michelle Williams udało się oddać powikłaną psychikę aktorki - skrzywdzonego dziecka ociekającego destrukcyjnym seksapilem. Gorzej jest w filmie z jej fizycznością: w niektórych ujęciach Williams nadaje się na Monroe, w innych z kolei mało ją przypomina. Może nie przeistoczyła się w Monroe, lecz gra ją dobrze.
Zachęcając do obejrzenia fabuły Curtisa, przypomnijmy sobie, kim była wówczas piątka najważniejszych postaci, o których ona opowiada.
1. Marilyn Monroe (1926-62)Była już wówczas gwiazdą. Reklamowano ją jako "dziewczynę, która może rozmrozić Alaskę". Ona i Miller przylecieli do Londynu z bagażem liczącym 27 sztuk, z czego tylko trzy należały do Millera. Ginu do herbaty Marilyn żądała już o 9 rano, przed wyjściem na plan. Przeżyła szok, znalazłszy na stole kartkę ze złośliwymi zapiskami Millera na jej temat. Zresztą w sztuce "Po upadku" napisanej po śmierci Monroe i jej poświęconej Miller użył sceny ze znalezieniem kartki.
Monroe nie dbała o ich dom: "Zostawia otwarte tubki z pastą do zębów, rozrzuca ubrania po podłodze, nie zakręca kranu w umywalce, nie gasi światła". Ciągle jest na prochach uspokajających (nembutal). Gdy przeżywa zapaść, Miller wzywa pogotowie. Uratowana z wdzięczności całuje go po rękach. Bardzo chciała mieć
dziecko, ale - jak dociekają biografowie - przeszła aż 12 aborcji.
W powieści biograficznej o Monroe Norman Mailer napisał: "Fundamentem jej sztuki była umiejętność przemawiania do każdego mężczyzny w taki sposób, jakby był on jedynym samcem w jej zasięgu". Sama doceniła swój magnetyzm dopiero po występach dla armii amerykańskiej: "Myślę, że nie zdawałam sobie sprawy z wrażenia, jakie robię na ludziach, dopóki nie pojechałam do Korei". Jej urodę podrasowano. O 32 lata starszy i zakochany w niej Johnny Hyde (umarł tuż przed pojawieniem się Millera) namówił Marilyn na operację nosa i poprawienie zarysu szczęki.
Ponoć studiowała każde zdjęcie, jakie zrobił jej fotograf. To znaczy zabierała je do domu i badała całymi godzinami. A potem wracała i pytała fotografa: "Co robię źle na tym zdjęciu?" albo "Dlaczego nie wyszłam lepiej?". On jej odpowiadał i nigdy nie powtarzała tego samego błędu.
Za to jej wizażysta wyjaśniał: "Marilyn zna triki, o jakich nikt nie wie i jakich nikt nie potrafiłby zastosować. Sama na nie wpadła. Ma swoisty sposób obrysowywania oczu i kładzenia cieni na powiekach. Maluje się specjalną szminką; tajemnica polega na mieszaniu trzech różnych odcieni. Kiedy ma grać w scenie miłosnej, nadaję jej wargom wilgotny połysk, najpierw nakładając na nie szminkę, a potem błyszczyk. Błyszczyk sporządza się z wazeliny i wosku wedle trzymanego w sekrecie przepisu".
Monroe nie nosiła bielizny, ale sypiała w biustonoszu, bojąc się o kształt piersi. Gdy znaleziono ją martwą - 5 sierpnia 1962 r. - była w łóżku naga.
Przyszła na świat w roku śmierci Rudolfa Valentino, a odciski jego stóp na podjeździe Grauman's Chinese Theatre były jedynymi, do których pasowały jej stopy. Po "Księciu i aktoreczce" wystąpiła w "Pół żartem, pół serio". Zamiast, jak było umówione, o 9 rano przychodziła na zdjęcia o 16. Potrzebowała 47 dubli, by powiedzieć zdanie: "To ja, Sugar". Reżyser Billy Wilder nabawił się przez nią skurczu mięśni pleców i musiał spać w fotelu.
W ostatnich latach życia nigdy nie wynajmowała apartamentu hotelowego, który nie miałby dwóch wyjść. W maju 1962 r., kolosalnie spóźniona, zjawiła się w nowojorskiej Madison Square Garden i zaśpiewała Kennedy'emu: "Happy Birthday, dear President". Nie wiemy, co naprawdę ich łączyło. Zmarła, bo miała śmiertelne stężenie nembutalu we krwi, ale nie było go w jej żołądku. Czyżby żołądek jej wypłukano? A może nembutal został jej wstrzyknięty? Mam nadzieję, że ktoś nakręci kiedyś film "Monroe - ostatnie dni".
2. Sir Laurence Olivier (1907-89)Zwany Larrym. Uważa się, że to największy z aktorów mówiących po angielsku. Zdobył dwa Oscary, miał 12 nominacji. Przed "Księciem i aktoreczką" reżyser Joshua Logan, z którym Monroe właśnie skończyła "Przystanek autobusowy", radził Olivierowi: "Ona wie więcej o robieniu filmów niż ktokolwiek na świecie. Nie należy wydawać jej poleceń, to ją zestresuje i nic z niej pan już nie wydobędzie".
Choć Monroe strasznie go wymęczyła, Olivier przyznał w pamiętnikach: "Ludzie uważali, że byłem świetny, a Marilyn! Marilyn była wspaniała, najlepsza. A więc? Wszystko jest możliwe na tym świecie".
Olivier był synem duchownego anglikańskiego, przez pięć pokoleń mężczyźni z jego rodu byli duchownymi. Matkę stracił, mając lat 12. Gdy jako 16-latek chciał ruszyć za bratem do Indii i pracować na plantacji, usłyszał od ojca: "Co za pomysł! Ty pójdziesz na scenę".