http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Stalking. To nie miłość, to prześladowanie

Wojciech Staszewski
2009-08-25, ostatnia aktualizacja 2009-08-26 14:46

Najtragiczniejszy polski przypadek stalkingu - Miss Polski 1991 Agnieszka Kotlarska zginęła z ręki prześladowcy w 1996 r.
Najtragiczniejszy polski przypadek stalkingu - Miss Polski 1991 Agnieszka Kotlarska zginęła z ręki prześladowcy w 1996 r.
Fot. Marzena Hmielewicz

Wskakuje na maskę samochodu i całuje szybę tam, gdzie ona siedzi

Angelika Krupska, dentystka,
ofiara stalkingu. Przez kilka lat prześladował ją jeden z pacjentów
Fot. Bartosz Bobkowski
Angelika Krupska, dentystka, ofiara stalkingu. Przez kilka lat prześladował ją...
Angelika Krupska, dentystka,
ofiara stalkingu. Przez kilka lat prześladował ją jeden z pacjentów
Fot. Bartosz Bobkowski
Angelika Krupska, dentystka, ofiara stalkingu. Przez kilka lat prześladował ją...
Pacjent zakochany w dentystce to dobry temat na komedię romantyczną. W Polsce to pierwszy głośny przypadek stalkingu - prześladowania z miłości. W Stanach jest na to paragraf.

Angelika I: ząb

Angelika Krupska widzi w poczekalni wkurzonego Sebastiana. Jest 24 października 2006 r., poprzedniego dnia usunęła mu dolną siódemkę, musiała prosić o pomoc lekarza, sama jest jeszcze tylko stażystką, szyła zębodół.

- Czy coś się stało?

- Tak, stało się.

Idą porozmawiać w pokoju obok. Sebastian wyznaje: 'Zakochałem się'. Angelika parska śmiechem.

Tę scenę z warszawskiej przychodni media opisały już dziesiątki razy w relacjach z procesu Sebastiana. I miliony czytelników parskały śmiechem. Chociaż dalej nie było już tak śmiesznie. Sebastian spisuje z identyfikatora imię i nazwisko Angeliki. Żąda numeru telefonu. Angelika odmawia, on blokuje drzwi, łapie ją za ręce. Ona podaje mu w końcu zmyślony numer. On wraca za kilka dni, na przywitanie całuje ją, obejmuje.

- Odsuń się!

- Podałaś mi zły numer.

- Nie rozumiesz? Nie chciałam się z tobą umówić.

Zdejmuje mu szwy, on i tak siedzi cały dzień w poczekalni, robi jej zdjęcia, kiedy wywołuje innych pacjentów. Trzyma plakat: 'Kocham Angelikę Krupską'. Pacjenci o niczym innym nie mówią.

Następnego dnia Sebastian przykleja sto jej fotografii na ścianach przychodni. Sprzątaczki ją przeklinają, lekarze pytają, która to. Pisze list: 'Żabko, Księżniczko, Kwiatuszku, jak mnie poznasz, stworzymy rodzinę'. Ochrona go już nie wpuszcza, stoi pod oknem z plakatem miłosnym. Czeka pod pracą. Koleżanki się śmieją, póki nie zobaczą, że szarpie, nie daje przejść. W listopadzie Angelika idzie do komisariatu. - Proszę się z nim umówić na kawę, wyjaśnić mu - bagatelizują sprawę policjanci. Albo: - Proszę to łapać, taka miłość zdarza się raz w życiu.

John Hincley: morderstwo

- Zaczęło się od Johna Hincleya, fana Jodie Foster - opowiada Jan Gołębiowski, psycholog kryminalny ze Szkoły Wyższej Psychologii Społecznej. - Od kiedy zobaczył ją jako młodą prostytutkę w 'Taksówkarzu' Scorsese, uroił sobie, że ma z nią związek. I że musi ją ratować jak Robert De Niro w filmie. Napisał do jej fanklubu, a odpowiedź uznał za zgodę aktorki na romans. Pisał coraz więcej listów, aż zapowiedział, że zrobi coś takiego, że całe Stany będą o nich mówić. I zrobił. W 1981 r. podszedł tak blisko prezydenta Ronalda Reagana, że postrzelił jego ochroniarza. Od tego momentu zaczęto mówić o stalkingu. To w łowieckiej terminologii podchodzenie, osaczanie zwierzyny. Psychologowie nazwali tak osaczanie ofiary przez prześladowcę. Nie chodzi o jednorazowy epizod, nawet chamską zaczepkę, tylko powtarzające się wkraczanie w życie prywatne ofiary.

Zwykle powodem stalkingu jest chora miłość albo uwielbienie. Stalkerem w ponad połowie przypadków jest osoba znajoma, a ofiarą w 80 proc. kobieta. Gołębiowski podaje wyniki badań: w USA co roku dotyka to 1,4 mln osób, a w Polsce do bycia ofiarą stalkingu przyznała się co ósma badana osoba. Jodie Foster nie wiedziała nawet o swoim prześladowcy, podobnie jak Rebecca Schaeffer, gwiazda amerykańskiego sitcomu 'My Sister Sam', amerykańska Kasia Cichopek. Robert John Bardo przez trzy lata próbował się do niej zbliżyć, ale ochrona go przepędzała. Pisał listy i raz fanklub odesłał mu zdjęcie aktorki z autografem. W końcu, kiedy zobaczył ją w filmie w scenie łóżkowej, postanowił zabić. Zadzwonił do drzwi i strzelił. - Stalking do regulacji prawnych zaczęto wprowadzać w USA, teraz jest też we Włoszech, w Wielkiej Brytanii, niektórych niemieckich landach - mówi Gołębiowski. - Wpłynęła na to między innymi presja celebrytów. Choć najwięcej ofiar stalkingu to zwykli ludzie.

Angelika II: autobus

W grudniu 2006 r. Angelika ma szkolenie w innej przychodni, jedzie na miejsce. Dzwoni koleżanka: - On już tu jest, wejdź tylnym wejściem. Sebastian jest wszędzie. Stoi pod domem, czai się za drzewem. Idzie za Angeliką do autobusu. Ona raz mu tłumaczy całą drogę, że nie chce go znać, a on uśmiecha się tylko: 'Kocham cię'. Innym razem go ignoruje, słucha walkmana, wtedy zaczyna ją szarpać. Wsiada za nią do autobusu, próbuje macać. - Zaczęłam wrzeszczeć: 'Zabieraj łapy, zboczeńcu!' - opowiada Angelika. - Autobus był nabity, a nagle wokół nas zrobiło się całkiem luźno. Nikt nie chciał mi pomóc. Raz Angelice udaje się wykopać Sebastiana z autobusu. Biegnie do następnego przystanku i wsiada.

Znajomi pomagają, eskortują ją w drodze z domu do pracy. Do czasu, kiedy Sebastian zacznie nagabywać jej koleżanki, połamie lusterko w samochodzie ojca Angeliki, a jej przyjacielowi Michałowi (który będzie ją wspomagać do końca) porysuje karoserię i napcha pianki budowlanej do rury wydechowej. Angelika: - Wtedy wielu zaczęło mi mówić: 'Nie chcę mieć kłopotów'. Albo: 'Sorry, Angelika, nie mam wykupionego AC'. Policjanci nie dowierzają: - A nie sprowokowała go pani wtedy przy tej pierwszej wizycie?

Maja Ligas: lody

Najczęściej stalking zaczyna się, kiedy były mąż albo chłopak nie może pogodzić się z rozstaniem. Tak jak u Mai Ligas z Beskidów: - Jak się wyprowadziłam od niego pierwszy raz, to wieczorem mi przywiózł pół kwiaciarni. Mógł mi te 30 róż przynosić po jednej co miesiąc przez te wszystkie miesiące. Ale kiedy przez kilka dni facet czeka z bukietem i obiecuje poprawę, to jest przyjemne. Wróciłam po tygodniu. Za drugim razem to samo, znów kwiaty, obietnice. Czekał, żeby mnie podrzucić samochodem do pracy, ale szłam twardo na nogach. Raz się skusiłam, to mnie przez trzy godziny nie chciał wypuścić z auta i obiecywał, błagał. Wróciłam, ale tylko żeby się nie smażyć w piekle, bo przysięga małżeńska, dziecko. Powiedziałam mu jednak, że trzeci raz będzie ostatni, że więcej nie wrócę. Znów zaczął od kwiatów i obietnic. Że pozwoli mi nosić czerwone spodnie i moją ulubioną krótką spódniczkę, tylko zapomniał, że mi ją spalił w piecu.

Źródło: Wysokie Obcasy
  • 117 komentarzy
  • Drukuj
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    14 głosów

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':