http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Niemcy wstrzymały się z podpisaniem porozumienia ACTA

Bartosz T. Wieliński
2012-02-11, ostatnia aktualizacja 2012-02-10 21:31

DEMONSTRACJA STOP ACTA
DEMONSTRACJA STOP ACTA
Fot. Mieczysław Michalak / Agencja Gazeta

Niemiecki rząd na razie nie podpisze ACTA, budzącego kontrowersje międzynarodowego porozumienia o walce z piractwem i handlem podróbkami - informują niemieckie media, powołując się na źródła rządowe. - To sukces, ale niepełny. Berlin musi pomóc ACTA zatopić - mówi "Gazecie" polityk niemieckiej Partii Piratów

SONDAŻ
Czy Niemcy utopią ACTA?

Tak
Nie
Trudno powiedzieć

Wczoraj po południu agencja DPA, powołując się na źródła w rządzie kanclerz Angeli Merkel, podała, że niemiecki MSZ niespodziewanie wycofał się z wydanego zalecenia dotyczącego podpisania ACTA. Żadne z niemieckich ministerstw nie skomentowało tej decyzji. Jedynie rzecznik MSZ przypomniał, że tymczasowy brak niemieckiego podpisu nie oznacza jeszcze, że Berlin ACTA odrzuca.

Ale i tak jest to zaskakujące posunięcie. Berlin już w zeszłym roku postanowił, że podpisze ACTA - zawarte przez kraje UE a także m.in. USA, Japonię, Koreę Południową, Szwajcarię i Australię porozumienie wprowadzające jednolite sposoby walki z piractwem i zaostrzającym sankcje, które za to piractwo grożą.

Porozumienie - zdaniem jego przeciwników - może ograniczyć wolność słowa w internecie i ułatwić m.in. koncernom muzycznym lub filmowym walkę z serwisami internetowymi, które w ich mniemaniu naruszają prawo. Sprzeciwiający się ACTA uważają, że umowa mogłaby ułatwić ściganie bez udziału sądów i policji internautów łamiących prawa autorskie, a np. służby celne na lotniskach mogłyby sprawdzać, czy pasażerowie na swoich iPadach nie mają pirackich piosenek. Część prawników puka się w czoło i tłumaczy, że większość tych obaw to wielkie nieporozumienie, ale kontrowersje wokół umowy i związane z nimi społeczne protesty sprawiły, że Polska, Czechy oraz Łotwa wstrzymały ratyfikację ACTA, choć przedstawiciele ich rządów już podpisali umowę.

Niemcy są jednak w innej sytuacji, jeśli chodzi o ACTA. Gdy 26 stycznia tego roku w Tokio ambasadorowie krajów UE - w tym Polski - podpisywali dokument, Niemcy nie zrobili tego, tłumacząc się bliżej nieokreślonymi względami proceduralnymi. Ministerstwo sprawiedliwości zapewniało jednak, że ACTA zostaną podpisane, bo nie zmieniają w żaden sposób niemieckiego prawa. Teraz okazało się, że ten sam resort uznał, iż o ACTA trzeba jeszcze podyskutować. Z kim? Tego politycy nie ujawnili.

- Najprawdopodobniej rząd ustąpił przed falą protestów, które mogłyby obrócić się przeciwko Angeli Merkel. Dziś wielkie demonstracje zostaną zorganizowane w 60 niemieckich miastach. Przyjdą dziesiątki tysięcy ludzi. ACTA zostały też poddane miażdżącej krytyce ze strony niemieckich ekspertów od praw autorskich. Bez wyjątku wskazywali na jej szkodliwość - mówi Martin Delius, jeden z przywódców niemieckiej Partii Piratów, która cieszy się 7-8-proc. poparciem w niemieckim społeczeństwie. Dodaje, że nad Renem kwestie ochrony prywatności obywateli traktuje się priorytetowo, a społeczeństwo jest na tym punkcie wyczulone. - Tysiące Niemców nie zgodziły się na to, by Google na potrzeby serwisu StreetView fotografował ich domy. Dlaczego mieliby się zgodzić na to, by koncerny inwigilowały ich w internecie? - pyta Delius.

ACTA krytykowali też niemieccy politycy, i to nie tylko opozycja, ale współrządzący Niemcami liberałowie z FDP. W końcu swój sprzeciw zaczęli sygnalizować także politycy macierzystej partii Angeli Merkel - chadecji. - Nie może być tak, ze takie układy negocjuje się w zupełnej tajemnicy przed opinią publiczną, a tak właśnie było w przypadku ACTA - mówił ostatnio Michael Kretschmer, poseł CDU i ekspert partii od cyberprzestrzeni.

Delius przyznaje, że w Niemczech skala protestu nie byłaby tak wielka, gdyby nie fala oburzenia w Polsce. To manifestacje w polskich miastach i ataki hakerów na strony polskiego rządu zainteresowały sprawą niemieckie media, dzięki czemu za Odrą temat stał się gorący. - Liczymy na to, że koalicja Niemiec, a także Polski, Łotwy oraz Czech, zatopi ACTA na poziomie Unii Europejskiej. Jest jasne, że będą potężne międzynarodowe naciski, by układ podpisać w jakiejś kosmetycznie zmienionej wersji, ale mamy nadzieję, że to nie przejdzie - mówi Delius.

Gdyby nieoficjalne wiadomości się potwierdziły i Niemcy rzeczywiście nie podpisałyby ACTA, to oznaczałoby de facto koniec całego tego projektu, bowiem siłą rzeczy umowy nie będzie mógł ratyfikować parlament, a w konsekwencji - ACTA nie uzyska statusu umowy Unii Europejskiej, ponieważ do tego potrzebna jest ratyfikacja we wszystkich 27 krajach UE oraz zgoda europarlamentu. Komentatorzy zwracają jednak uwagę, że Berlin z podjęciem ostatecznej decyzji o podpisaniu porozumienia może czekać do końca lutego, gdy sprawa ACTA stanie na forum parlamentu europejskiego.

Los ACTA wisi więc na włosku, a jeden z lontów protestów, które do tego doprowadziły, został podpalony przez polskich internautów. Ich oburzenia podpisaniem przez rząd ACTA nie zmniejszyły zapewnienia Komisji Europejskiej i Parlamentu Europejskiego, a także prawników renomowanej kancelarii Bird & Bird, że umowy ACTA nic nie zmieniają w już obowiązującym polskim prawie, a więc nie zmieniają jakości ochrony praw intelektualnych w internecie.

  • 47 komentarzy
  • Drukuj
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    57 głosów

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':