Sowiecką koncepcję polityczną zastępowało nieokreślone pragnienie niedouczonych rewolucjonistów: zburzymy ten stary świat. Po co? Żeby zbudować nowy, wspaniały. Jak - i jaki konkretnie? Wówczas padało wiele przymiotników i ani jednego rzeczownika.
Pod koniec lata 1939 roku sytuacja była przeraźliwie konkretna: czy jednak ZSRR dążył do klęski Niemiec, czy do klęski Zachodu? Wyjaśnienie, że Sowiety chciały wspomóc tego, kto da Rosji Estonię, przypomina anegdotę o pijaku i złotej rybce. Chodzi o to, że Stalin nie potrafił rozstrzygnąć, za kim się angażuje i przeciw komu. Ostatecznie decydował ślepy los upostaciowany w osobie Hitlera, który z właściwym mu impetem i mało rozumnie najpierw narzucił Rosji sojusz, później wojnę.
Polityka sowiecka w 1939 roku nie miała ani skonkretyzowanych celów - bo samo dążenie do wywołania wojny to trochę za mało - ani nie potrafiła ocenić posiadanych środków, ani zrozumieć, co dzieje się na świecie. Wchodzili w burzę i mieli naprawdę ogromne szczęście, że kosztem tylko 20 milionów ludzi i zniszczenia połowy kraju wyszli z niej obronną ręką. Opowiadano, że chcieli, aby "kapitaliści" sami się zniszczyli. Starcie pomiędzy Osią a Zachodem ktoś wygrywał i - mimo poniesionych strat - pozostawał znacznie potężniejszy niż Sowiety. Pozycja ZSRR ulegała pogorszeniu, bo ten zamiast "kapitalistów" podzielonych - miałby przed sobą zjednoczonych.
Niezdolna do określenia konkretnych celów, bardzo słaba intelektualnie polityka radziecka stała się ważnym i nieobliczalnym czynnikiem oddziałującym na sytuację europejską. Niedźwiedź czuł miód, machał kończynami, nie wiadomo było, kogo pacnie - a łapska miał ciężkie. Najbliżsi się obawiali, dalej stojący oczekiwali korzyści. Wejście tego osłabionego kolosa do gry komplikowało dotychczasowe układy, łamało logikę sojuszów, demaskowało głoszone ideały.
W końcowym raporcie z nieudanej misji w Berlinie brytyjski ambasador Neville Henderson pisał: „Ta wojna rozstrzygnie, czy muszą zginąć z powierzchni ziemi rządy ludu, przez lud i dla ludu”. I kogo sobie szukano od początku, a wzięto ostatecznie do pomocy? Stalin okazał się równie pożytecznym sojusznikiem dla Hitlera jak dla Churchilla. Tyle że do czasu.
Na razie wejście Moskwy do gry powiększało zamieszanie.
W Moskwie za oczywiste uważano, że Hitler rozpocznie wojnę, a Stalin miał nadzieję, że nie uda się mu zlokalizować konfliktu. Jeśli w Moskwie w ogóle dostrzegano ten zamiar. Wymagało to stanowczej i jasnej polityki, dwuznaczne aluzje u aktualnych i ewentualnych partnerów umacniały tylko brak zaufania. Marszałek Woroszyłow w wywiadzie opublikowanym przez ,,Izwiestia" 27 sierpnia stwierdzał, nie ze swojej osobistej przecież inicjatywy, że współpraca wojskowa z Zachodem okazała się niemożliwa w wyniku stanowiska Polski. Oznaczało to (czego kremlowscy mężowie stanu nie dostrzegli), że gdyby Polska albo zmieniła stanowisko, albo została rozbita przez
Niemcy - zanikłaby główna przeszkoda we wzajemnych stosunkach radziecko-brytyjsko-francuskich. Komisarz obrony w tym wywiadzie uznał jednak za możliwe dostawy sprzętu wojennego z ZSRR do Polski. Podobne sugestie wysuwał ambasador Szaronow w Warszawie.
Z drugiej strony generałów i admirałów zachodnich, którzy po zerwaniu rozmów jeszcze parę dni spędzili w Moskwie, czekając na jakieś poufne sygnały, odprawiono z kwitkiem. Chamberlaina i Halifaxa, którzy byli pełni wątpliwości wobec porozumienia z ZSRR, utwierdziło to w przekonaniach, ale bardziej znamienna była przemiana Daladiera: główny rzecznik porozumienia Zachodu z Moskwą uznał, że był przez cały czas cynicznie oszukiwany i stał się zdecydowanie antysowiecki.
Natychmiastowa silna reakcja Zachodu - rządów, parlamentów, prasy, całej opinii publicznej - na pakt moskiewski w Moskwie została po prostu nie zauważona. Zachowywano się tak, jakby 23 sierpnia nic się nie stało, kontynuowano linię wcześniejszą, tylko z niespodziewaną dozą szczerości ujawniającej chwiejne poglądy Kremla. Albo wybierzemy tych, albo tamtych - pobrzmiewało we wszystkich oficjalnych działaniach. Jakby Moskwie zależało na psuciu własnej polityki. Komunikat TASS z 30 sierpnia informował o przygotowaniach obronnych zarządzonych na granicach zachodnich, a nikt w Europie nie miał wątpliwości, że przecież nie przed Polakami.
Na posiedzeniu Rady Najwyższej 31 sierpnia Mołotow nie powiedział nic, co nawiązywałoby do jego poprzedniego exposé (ani do następnego). Światowe mocarstwo zmienia politykę raz na miesiąc? Komisarz powtórzył myśl Stalina z marca, która mimo diametralnie odmiennej sytuacji miała wywołać te same skutki. W nadchodzącej wojnie - mówił - ZSRR nie będzie się angażować ani po stronie Niemców, ani po stronie Zachodu (co okazało się podwójnym kłamstwem).
Jeśli samo wejście ZSRR do gry i pakt moskiewski ogromnie skomplikowały sytuację, polityka sowiecka, która miała być tego następstwem, pozostawała pustym dźwiękiem. Hitler osiągnął to, czego chciał - i Moskwa na razie go nie interesowała. Zachód obruszył się na przykre niepowodzenie i umocnił determinację stawiania czoła Niemcom, ale politykę porozumienia z Sowietami odłożył do archiwum.
Rosja narozrabiała i bez dramatycznego gestu schodziła ze sceny politycznej; trochę trwało, zanim ktoś zwrócił na to uwagę Stalina.
Leszek Moczulski "Wojna polska 1939", Bellona, sierpień 2009
** Pierwsze wydanie książki ukazało się w 1972 r. Po interwencji ambasady radzieckiej wycofano ją z obiegu. Przygotowane obecnie wydanie jest w istocie nową pozycją. Jednak autor pragnął zachować tytuł pierwotny oraz charakter pierwszego wydania.