GALERIA - zobacz, jak powstawał film "Miasto ruin"
Ile zostało z Warszawy? Zobacz górę gruzu na tle wielkich miast
Głównym powodem, który skłonił Muzeum Powstania Warszawskiego do zamówienia filmu była chęć oddania skali zniszczeń, jakich doświadczyło miasto podczas drugiej wojny światowej oraz walk powstańczych. - "Z rozmów z młodymi ludźmi, którzy odwiedzali nasze muzeum wynikało, że nie do końca umieją sobie to wszystko wyobrazić. Poszczególne zdjęcia jedynie naświetlały zjawisko, chcieliśmy dać im coś więcej. Dlatego wpadliśmy na pomysł pokazania miasta z perspektywy człowieka siedzącego w samolocie "Liberator". - powiedział Piotr Śliwowski, kierownik projektu z MPW.
Zbieranie materiałów i dokumentów historycznych niezbędnych do powstania filmu zajęło ponad rok. Mimo bogatych zbiorów Muzeum Powstania Warszawskiego nie obyło się bez apelu do warszawiaków z prośbą o udostępnienie zdjęć, które pomogłyby wiernie oddać grozę zniszczenia. Liczyły się wszystkie sugestie i uwagi. Szczególnie cenne okazały się wspomnienia ludzi, którzy żyli w tamtym czasie i byli wstanie udzielić informacji na temat kolorystyki miasta. Większość fotografii źródłowych była czarno-biała.
Kolejnym etapem było znalezienie firmy, która wprowadziłaby pomysł w życie. Projekt ostatecznie został zlecony Platige Image, znanej między innymi z nominowanej do Oscara "Katedry" Tomasza Bagińskiego.
Rozmowa Z Michałem Grynem, , który prowadził projekt od strony graficznej.
Od początku wiedzieliście, że zrobicie ten film? Michał Gryn: Zanim podjęliśmy się tego zadania, przygotowaliśmy jeden obiekt, na próbę, żeby zobaczyć, czy damy radę. Była to katedra przy ulicy Świętojańskiej (katedra św. Jana na warszawskiej starówce zniszczona w 1944r.). Udało się. Postanowiliśmy zbudować resztę.
Zbudowanie miasta, które nie istnieje, jedynie w oparciu o zdjęcia i mapy raczej nie było prostym zadaniem? M.G. : Potrzebowaliśmy inspiracji, czegoś co pozwoli jak najlepiej oddać klimat tamtych wydarzeń. W ogóle czasów wojny. Zanim ludzie siadali do pracy mówiłem, żeby obejrzeli "Szeregowca Ryana" czy film "Wróg u bram". W jednym jest obraz zniszczonego miasta, w drugim podobny widok, tylko, że pokazany z lotu ptaka. Dopiero po jakimś czasie, nasz producent, Marcin Kobylecki podrzucił mi książkę pana Bartoszewskiego o powstaniu warszawskim. To był swego rodzaju przełom, nasza praca przestała być anonimowa. Nagle okazywało się, że w stwarzanym przez nas budynku toczyły się najcięższe walki, albo, że został odbity przy znaczącej pomocy kobiet. Była też historia o czołgu-pułapce, który wybuchł zabijając ponad 300 osób i niemal całkowicie zniszczył siedzibę dowództwa powstania. Ta wiedza napędzała, kiedy zaczynało brakować paliwa.
Mieliście jakieś problemy w trakcie realizacji obrazu? M.G. : Kiedy dostaliśmy ten projekt pomyślałem sobie "Ok. dobra, trzeba zrekonstruować zniszczoną Warszawę." Nikt przed nami nie robił czegoś takiego, więc nie mieliśmy punktu odniesienia. Pewnie byłoby łatwiej, gdybym mógł powiedzieć, żeby obejrzeli konkretny film, bo na przykład w 12-stej minucie jest to, nad czym będziemy pracowali przez najbliższy rok.
Technicznych wpadek było mało, pomimo ogromu materiału. Miałem taki zwyczaj, że codziennie idąc przez 30 minut do pracy układałem sobie w głowie plan działania. Budowałem kolejne elementy. W trakcie jednej z takich wizualizacji założyłem, że konkretnego mostu nie będzie widać w kadrze, po prostu kamera go nie obejmie, bo znajdował się stosunkowo daleko. Skonsultowałem się z historykami i podjęliśmy decyzję, żeby go nie robić. Po złożeniu materiału, kiedy oglądaliśmy fragment filmu coś się nie zgadzało. Oczywiście brakowało mostu. Kosztowało mnie to kilka dni dodatkowej pracy. W przypadku, kiedy wszystko jest z góry ustalone, coś takiego może nieźle zamieszać. Drugą wpadkę zaliczyłem przy robieniu Portu Praskiego. Pomyliłem się w założeniach odnośnie wysokości poziomu wody. Obniżanie całego terenu też zajęło trochę czasu.
Były też pozytywne niespodzianki. Problematyczna miała być Wisła. Wiadomo, że rzeka płynie, jest w ruchu, odbija światło. Przeznaczyłem na ten element miesiąc. I nagle olśnienie, wpadło mi do głowy nowe rozwiązanie, w tydzień zrobiłem całość osiągając założony efekt. W ten sposób zyskałem czas, który pozwolił mi na dodanie elementów, które na pierwszy rzut oka mogą wydawać się niewidoczne, ale w rzeczywistości potęgują klimat.
Na przykład? M.G. : Jednym z takich elementów były lecące ptaki. Warszawa była miastem wyludnionym, ale przecież nie do końca martwym. Chciałem pokazać, że mimo wszystko coś się tam działo. Subtelnym symbolem jest unoszący się dym z palenisk. Te 1000 osób, które pozostało w ruinach musiało przecież rozpalać ogień. Na planie miasta praktycznie w ogóle nie widać zieleni. W parku Krasińskich są jedynie resztki drzew. To dlatego, że reszta została wycięta.
Czy wszyscy, którzy pracowali przy tworzeniu filmu tak się wczuli w temat? M.G. : W zasadzie tak. Sporą część prac zlecaliśmy wykonawcom zewnętrznym. Było z tej okazji dużo fajnych sytuacji. Na przykład umawiałem się z kimś na zrobienie konkretnego budynku, dostawał od nas 10 zdjęć i opis tego na co czekamy. Potem okazywało się, że na własną rękę znajdował dodatkowe zdjęcia i dane dotyczące obiektu. Wszystko po to aby jak najdokładniej oddać zniszczone miasto.
Byli też tacy, którzy budowali znacznie większy obszar, niż u nich zamawialiśmy, bo tak zależało im na szczegółach i perspektywie. Po jakimś czasie to ja zaczynałem się od nich uczyć historii.