http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Zbrodnia warszawska

Piotr Osęka*
2010-07-30, ostatnia aktualizacja 2010-07-29 16:51

W oczach Moskwy Powstanie Warszawskie było nie narodowym zrywem, lecz antysowiecką intrygą uknutą przez "obszarników i reakcję"

Warszawa. Pomnik Powstania Warszawskiego
Fot. PETER ANDREWS REUTERS
Warszawa. Pomnik Powstania Warszawskiego
Zatrzymanie radzieckiej ofensywy na linii Wisły latem 1944 r. okazało się zgubne nie tylko dla warszawskich powstańców. Zmarnowano także część krwawo okupionych sukcesów Armii Czerwonej. Od początku czerwca wojska I Frontu Białoruskiego parły na zachód w imponującym tempie; pod Bobrujskiem, Witebskiem i Mińskiem rozbito kilkadziesiąt niemieckich dywizji, blisko 200 tysięcy żołnierzy Wehrmachtu zostało zabitych lub wziętych do niewoli. Dowództwo Grupy Armii "Środek" nie miało już szans, by załatać powstałą wyrwę i choćby tylko spowolnić radzieckie natarcie. Berlin wydawał się w zasięgu ręki.

"Stalin pogorszył sytuację strategiczną własnej armii, dał bowiem III Rzeszy czas na częściową odbudowę linii obronnych na najważniejszym odcinku frontu wschodniego i nową mobilizację sił - pisze w najnowszej książce Nikołaj Iwanow**. - W rezultacie przedłużyło to wojnę i niewątpliwie zwiększyło liczbę ofiar wśród jego własnych żołnierzy. (...) Odmowa pomocy dla powstańców pokazywała, jak dużo może Stalin poświęcić w imię doraźnych celów politycznych. Prymat względów politycznych nad wojskowymi latem 1944 roku i narażenie Armii Czerwonej na dodatkowe straty w rzeczywistości stanowiło integralną część sowieckiej strategii wojennej. Miała ona swą własną logikę, logikę totalitarnego reżimu sowieckiego".

"Powstanie Warszawskie widziane z Moskwy" to książka, która w istotnych kwestiach uzupełnia naszą wiedzę o wydarzeniach sprzed 66 lat. Autor, rosyjski dysydent od wielu lat mieszkający w Polsce i wykładający na Uniwersytecie Opolskim, dotarł do nieznanych dokumentów z sekretariatu Stalina i sowieckiego sztabu generalnego. Rzucają one nowe światło na mechanizm podejmowania decyzji przez Kreml. Wyraźnie wskazują, że o zatrzymaniu ofensywy na przedpolach Pragi przesądziły wyłącznie racje polityczne - w pierwszych dniach sierpnia dowództwo frontu w pośpiechu modyfikowało gotowe już plany strategiczne zakładające szturm na Warszawę.

Jak przyznaje Iwanow, mimo intensywnych poszukiwań nie udało się odnaleźć w archiwach rozkazu Stalina zabraniającego udzielić pomocy Powstaniu. Być może nie został on nigdy sformułowany na piśmie. Prawdopodobnie nie było nawet takiej potrzeby - marszałkowie zawdzięczali wszak swe stanowiska temu, że umieli zgadywać życzenia dyktatora. Niemniej jednak nowo odkryte fakty układają się w ciąg jednoznacznych poszlak.

W książce obszernie przytoczone zostały sowieckie dokumenty sztabowe obnażające fałsz tezy, jakoby Armia Czerwona była wyczerpana pasmem nieustających zwycięstw i nie miała już sił, by przeciwstawić się nagłej kontrofensywie wojsk pancernych. Okazuje się, że machina logistyczna działała bez zakłóceń: wojska inżynieryjne błyskawicznie naprawiały zniszczone odcinki torów, a postępująca armia miała pod dostatkiem zarówno amunicji, jak i paliwa oraz żywności.

Jak ustalił Iwanow, zmasowana kontrofensywa Wehrmachtu była jedynie wymysłem niemieckiej propagandy, w tym wypadku skwapliwie podchwyconym przez sowiecką dyplomację. W ten sposób obalony został koronny argument partyjnych historyków, za pomocą którego przez dziesięciolecia starano się uwolnić Rosjan od odpowiedzialności za tragedię powstania.

"W przechowywanych w Centralnym Archiwum Ministerstwa Obrony Federacji Rosyjskiej dokumentach sowieckich z końca lipca i pierwszych dni sierpnia 1944 roku nie ma żadnej wzmianki o załamaniu się ofensywy na Warszawę - pisze autor. - Dowództwo I Frontu Białoruskiego w nie mniejszym niż dowództwo Armii Krajowej stopniu było przekonane, że okupacja Warszawy dobiega końca i że wkroczenie wojsk sowieckich do miasta to kwestia dni. Dokumenty z archiwów sowieckich pozwalają dziś stanowczo stwierdzić, że informacja wywiadu AK z 30 lipca o czołgach sowieckich w okolicach Pragi nie była zmyśleniem".

U podłoża decyzji Stalina legła głęboka nienawiść do Armii Krajowej wywodząca się jeszcze z antypolskich fobii lat 20. "Pod Warszawę Armia Czerwona, jej dowódcy i żołnierze, przyszli z bogatym już doświadczeniem zwalczania AK, w przekonaniu, że AK jest wrogiem, może i nierównym głównemu wrogowi - Niemcom - ale na pewno takim samym wrogiem jak litewscy czy ukraińscy kolaboranci" - czytamy w książce.

W oczach Moskwy Powstanie było nie narodowym zrywem, lecz antysowiecką intrygą uknutą przez "obszarników i reakcję". Co znamienne, na Kremlu konsekwentnie ignorowano wszelkie informacje sprzeczne z tą wizją. Nawet raporty wywiadu donosiły, że to wyobcowana z narodu garstka wszczęła rozruchy w stolicy, żołnierze AK nie mają serca do walki, a Powstanie skazane jest na upadek w ciągu kilku dni.

Meldunki przekazywały całkowicie fikcyjny obraz wydarzeń, zgodny za to z tonem artykułów "Prawdy": "W mieście panuje głód. (...) Ludność cywilna nie dostaje żadnych produktów żywnościowych. Wiadomo, że miejscowi kapitaliści i obszarnicy posiadają spore zapasy żywności, których pilnują uzbrojeni strażnicy. Rada miejska znajdująca się pod kontrolą rządu londyńskiego nic nie robi w sprawie poprawienia sytuacji aprowizacyjnej ludności. Setki ludzi codziennie umierają z głodu i chorób".

Odmawiając pomocy Powstaniu, Stalin nie tylko wykazał się okrucieństwem wobec żołnierzy AK i ludności cywilnej, ale zdradził też swoich sojuszników z PKWN. Ten aspekt sprawy jest wyjątkowo znaczący z perspektywy późniejszej budowy ustroju komunistycznego w Polsce. Radziecka odsiecz dla Warszawy i uratowanie jej przed zagładą bez wątpienia przełożyłyby się na wzrost autorytetu PPR wśród Polaków. Kremlowski dyktator świadomie zrezygnował jednak z tej możliwości: najwyraźniej wolał, by powojenny rząd składał się z marionetek całkowicie zależnych od Moskwy.

Narracja, skonstruowana zgodnie ze wszystkimi zasadami warsztatu naukowego, pełna jest zarazem polemicznej pasji. Iwanow przyrównuje radziecką politykę wobec Powstania do rozstrzelania polskich oficerów w Katyniu. Pisze o "zbrodni warszawskiej" i wyrzuca współczesnej Rosji - politykom i historykom - że wciąż powtarzają kłamstwa z czasów Stalina.

"Mimo wielu rozbieżności cała współczesna rosyjska historiografia ma jedną wspólną cechę: deprecjonowanie roli i znaczenia Powstania Warszawskiego w historii walki narodu polskiego z hitlerowcami i marginalizowanie jego znaczenia militarnego. (...) Dlaczego w kraju, który tak szanuje własnych bohaterów, z taką zapiekłą pogardą odnosimy się do bohaterów innego narodu walczących z tym samym znienawidzonym przez nas wszystkich wrogiem?" - pyta. Warto zaznaczyć, że właśnie zrekonstruowanie obrazu Powstania w rosyjskich książkach i gazetach stanowi jeden z najciekawszych rozdziałów pracy.

Do książki dołączone zostało posłowie napisane już po katastrofie smoleńskiej. W pełnych współczucia gestach strony rosyjskiej Iwanow widzi nadzieję na przełamanie wzajemnych uprzedzeń wyrosłych z dziesięcioleci cierpień i nienawiści. "Nadszedł czas, aby stworzyć nowe stosunki na miarę XXI wieku" - pisze. Być może także historię relacji polsko rosyjskich czeka teraz lepsza przyszłość.

*Piotr Osęka - historyk, adiunkt w Instytucie Studiów Politycznych PAN

**Nikołaj Iwanow, "Powstanie Warszawskie widziane z Moskwy", Znak, Kraków 2010


Źródło: Gazeta Wyborcza
  • 43 komentarze
  • Drukuj
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    11 głosów

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':