Zatrzymanie radzieckiej ofensywy na linii Wisły latem 1944 r. okazało się zgubne nie tylko dla warszawskich powstańców. Zmarnowano także część krwawo okupionych sukcesów Armii Czerwonej. Od początku czerwca wojska I Frontu Białoruskiego parły na zachód w imponującym tempie; pod Bobrujskiem, Witebskiem i Mińskiem rozbito kilkadziesiąt niemieckich dywizji, blisko 200 tysięcy żołnierzy Wehrmachtu zostało zabitych lub wziętych do niewoli. Dowództwo Grupy Armii "Środek" nie miało już szans, by załatać powstałą wyrwę i choćby tylko spowolnić radzieckie natarcie. Berlin wydawał się w zasięgu ręki.
"Stalin pogorszył sytuację strategiczną własnej armii, dał bowiem III Rzeszy czas na częściową odbudowę linii obronnych na najważniejszym odcinku frontu wschodniego i nową mobilizację sił - pisze w najnowszej książce Nikołaj Iwanow**. - W rezultacie przedłużyło to wojnę i niewątpliwie zwiększyło liczbę ofiar wśród jego własnych żołnierzy. (...) Odmowa pomocy dla powstańców pokazywała, jak dużo może Stalin poświęcić w imię doraźnych celów politycznych. Prymat względów politycznych nad wojskowymi latem 1944 roku i narażenie Armii Czerwonej na dodatkowe straty w rzeczywistości stanowiło integralną część sowieckiej strategii wojennej. Miała ona swą własną logikę, logikę totalitarnego reżimu sowieckiego".
"Powstanie Warszawskie widziane z Moskwy" to książka, która w istotnych kwestiach uzupełnia naszą wiedzę o wydarzeniach sprzed 66 lat. Autor, rosyjski dysydent od wielu lat mieszkający w Polsce i wykładający na Uniwersytecie Opolskim, dotarł do nieznanych dokumentów z sekretariatu Stalina i sowieckiego sztabu generalnego. Rzucają one nowe światło na mechanizm podejmowania decyzji przez Kreml. Wyraźnie wskazują, że o zatrzymaniu ofensywy na przedpolach Pragi przesądziły wyłącznie racje polityczne - w pierwszych dniach sierpnia dowództwo frontu w pośpiechu modyfikowało gotowe już plany strategiczne zakładające szturm na Warszawę.
Jak przyznaje Iwanow, mimo intensywnych poszukiwań nie udało się odnaleźć w archiwach rozkazu Stalina zabraniającego udzielić pomocy Powstaniu. Być może nie został on nigdy sformułowany na piśmie. Prawdopodobnie nie było nawet takiej potrzeby - marszałkowie zawdzięczali wszak swe stanowiska temu, że umieli zgadywać życzenia dyktatora. Niemniej jednak nowo odkryte fakty układają się w ciąg jednoznacznych poszlak.
W książce obszernie przytoczone zostały sowieckie dokumenty sztabowe obnażające fałsz tezy, jakoby Armia Czerwona była wyczerpana pasmem nieustających zwycięstw i nie miała już sił, by przeciwstawić się nagłej kontrofensywie wojsk pancernych. Okazuje się, że machina logistyczna działała bez zakłóceń: wojska inżynieryjne błyskawicznie naprawiały zniszczone odcinki torów, a postępująca armia miała pod dostatkiem zarówno amunicji, jak i paliwa oraz żywności.
Jak ustalił Iwanow, zmasowana kontrofensywa Wehrmachtu była jedynie wymysłem niemieckiej propagandy, w tym wypadku skwapliwie podchwyconym przez sowiecką dyplomację. W ten sposób obalony został koronny argument partyjnych historyków, za pomocą którego przez dziesięciolecia starano się uwolnić Rosjan od odpowiedzialności za tragedię powstania.
"W przechowywanych w Centralnym Archiwum Ministerstwa Obrony Federacji Rosyjskiej dokumentach sowieckich z końca lipca i pierwszych dni sierpnia 1944 roku nie ma żadnej wzmianki o załamaniu się ofensywy na Warszawę - pisze autor. - Dowództwo I Frontu Białoruskiego w nie mniejszym niż dowództwo Armii Krajowej stopniu było przekonane, że okupacja Warszawy dobiega końca i że wkroczenie wojsk sowieckich do miasta to kwestia dni. Dokumenty z archiwów sowieckich pozwalają dziś stanowczo stwierdzić, że informacja wywiadu AK z 30 lipca o czołgach sowieckich w okolicach Pragi nie była zmyśleniem".
U podłoża decyzji Stalina legła głęboka nienawiść do Armii Krajowej wywodząca się jeszcze z antypolskich fobii lat 20. "Pod Warszawę Armia Czerwona, jej dowódcy i żołnierze, przyszli z bogatym już doświadczeniem zwalczania AK, w przekonaniu, że AK jest wrogiem, może i nierównym głównemu wrogowi - Niemcom - ale na pewno takim samym wrogiem jak litewscy czy ukraińscy kolaboranci" - czytamy w książce.
W oczach Moskwy Powstanie było nie narodowym zrywem, lecz antysowiecką intrygą uknutą przez "obszarników i reakcję". Co znamienne, na Kremlu konsekwentnie ignorowano wszelkie informacje sprzeczne z tą wizją. Nawet raporty wywiadu donosiły, że to wyobcowana z narodu garstka wszczęła rozruchy w stolicy, żołnierze AK nie mają serca do walki, a Powstanie skazane jest na upadek w ciągu kilku dni.
Meldunki przekazywały całkowicie fikcyjny obraz wydarzeń, zgodny za to z tonem artykułów "Prawdy": "W mieście panuje głód. (...) Ludność cywilna nie dostaje żadnych produktów żywnościowych. Wiadomo, że miejscowi kapitaliści i obszarnicy posiadają spore zapasy żywności, których pilnują uzbrojeni strażnicy. Rada miejska znajdująca się pod kontrolą rządu londyńskiego nic nie robi w sprawie poprawienia sytuacji aprowizacyjnej ludności. Setki ludzi codziennie umierają z głodu i chorób".
Odmawiając pomocy Powstaniu, Stalin nie tylko wykazał się okrucieństwem wobec żołnierzy AK i ludności cywilnej, ale zdradził też swoich sojuszników z PKWN. Ten aspekt sprawy jest wyjątkowo znaczący z perspektywy późniejszej budowy ustroju komunistycznego w Polsce. Radziecka odsiecz dla Warszawy i uratowanie jej przed zagładą bez wątpienia przełożyłyby się na wzrost autorytetu PPR wśród Polaków. Kremlowski dyktator świadomie zrezygnował jednak z tej możliwości: najwyraźniej wolał, by powojenny rząd składał się z marionetek całkowicie zależnych od Moskwy.
Narracja, skonstruowana zgodnie ze wszystkimi zasadami warsztatu naukowego, pełna jest zarazem polemicznej pasji. Iwanow przyrównuje radziecką politykę wobec Powstania do rozstrzelania polskich oficerów w Katyniu. Pisze o "zbrodni warszawskiej" i wyrzuca współczesnej Rosji - politykom i historykom - że wciąż powtarzają kłamstwa z czasów Stalina.
"Mimo wielu rozbieżności cała współczesna rosyjska historiografia ma jedną wspólną cechę: deprecjonowanie roli i znaczenia Powstania Warszawskiego w historii walki narodu polskiego z hitlerowcami i marginalizowanie jego znaczenia militarnego. (...) Dlaczego w kraju, który tak szanuje własnych bohaterów, z taką zapiekłą pogardą odnosimy się do bohaterów innego narodu walczących z tym samym znienawidzonym przez nas wszystkich wrogiem?" - pyta. Warto zaznaczyć, że właśnie zrekonstruowanie obrazu Powstania w rosyjskich książkach i gazetach stanowi jeden z najciekawszych rozdziałów pracy.
Do książki dołączone zostało posłowie napisane już po katastrofie smoleńskiej. W pełnych współczucia gestach strony rosyjskiej Iwanow widzi nadzieję na przełamanie wzajemnych uprzedzeń wyrosłych z dziesięcioleci cierpień i nienawiści. "Nadszedł czas, aby stworzyć nowe stosunki na miarę XXI wieku" - pisze. Być może także historię relacji polsko rosyjskich czeka teraz lepsza przyszłość.
*Piotr Osęka - historyk, adiunkt w Instytucie Studiów Politycznych PAN
**Nikołaj Iwanow, "Powstanie Warszawskie widziane z Moskwy", Znak, Kraków 2010
Źródło: Gazeta Wyborcza