Krzysztof chowoł sie na Podhalu, wyucył sie na leśnika, robote leśnicego w Tatrzańskim Parku Narodowym doli mu w 1990 roku.
Kie przybył się nad Morskie Oko, mioł dusycke na ramieniu. Nie boł sie o siebie, ba o swojom babe Zosie. Jako babie bedzie hań w lesie? Jako sie jej ni sprzykrzy w jesienne i zimowe tyźnie, kie zywej dusycki haw ni uwidzis?
Zosia przecie boła sie niedźwiydzi. Pieron fcioł, co łazyły one przy ich leśnej zochylinie.
Jenego dnia Krzysztof wraca do chałupy i ocom ni doje wiery: - Żona wiesza pranie, za płotem niedźwiedź, a ona uśmiecha się do niego. Wtedy odetchnąłem. Zosia pokochała Tatry.
Krzysztof pomyśloł, co calućkie życia bedom siedzieć w górach.
Cmyntarzysko niedźwiydzi
Kie lozł bez Tatry Krzysztof wielo razy spotykoł niedźwiydzie, pozieroł co robiom, trafioł na ich tropy.
Roz na Roztockiej Czubie, leśnym wierchu bliziućko Wodogrzmotów Mickiewicza, znalozł kości kilku niedźwiydzi. Ni były trafione kulom od kłusownika. Niedźwiydzie padły hań śmierciom ze starości.
- Czyżby to było ich cmentarzysko? - dumał Krzysztof. E dyć mi ma naukowych wykłodni coby niedźwiydzie - jako słoniska - wybieroły ino jedno miejsce, kie czekajom se na śmierć. - Jak jednak wytłumaczyć to dziwne zachowanie zwierząt?
Być może - myśloł Krzysztof - chodzi o łatwy dostęp do strumienia. Niedźwiedzie chcą spędzić swoje ostatnie dni blisko wody.
Śkatuła kupca weneckiego
Wodzicka Morskiego Oka zabełtała we łbie ni jednemu. Na Podhalu godajom bojki o skarbie zatopionym we wodzie głymbokiego na 50 metrów plesa.
Jedni godoajom o zbójnickiej śkrzyni ze złotymi dukatami. Inksi o śkatule z perłami, co jom mioł wenecki kupiec, co to jakimsik cudem przyjechoł do Tatrów. Jesce inksi o odlanej z mosiondza głowie cysorza austriackiego Franciszka Józefa.
Ktosik przy stole w górskiej zochylinie będzie godoł, co skarbu skrywonego w Morskim Oku ni da sie przerachować na dutki, bo to nic inksego jako tajemny korytorz pod ziemiom, co nim da sie leźć z Tatrów do Bałtyku. - Stąd też nazwa górskiego jeziora: Morskie Oko - doda przekonująco.
Krzysztof tyz doł sie porwoć tajności i maślonymi ockami pozieroł w wodzicke. - Odnajdę ten skarb - przysiongał se.
***
Pełna treść reportażu w poniedziałek w Gazecie Wyborczej.
W kolejne dni tygodnia, kolejne opowieści Barłomieja Kurasia (i to po góralsku) o ludziach, którzy odnaleźli sens życia w Tatrach