http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Kocham Tatry, bo...

Bartłomiej Kuraś
2010-06-07, ostatnia aktualizacja 2010-06-07 11:18

Bo chodzą po nich niedźwiedzie - Filip Zięba, leśnik Tatrzańskiego Parku Narodowego, który bada życie niedźwiedzi

Filip Zięba, nadleśniczy w Tatrzańskim Parku Narodowym, specjalista ochrony zwierząt
fot. Marek Podmokły
Filip Zięba, nadleśniczy w Tatrzańskim Parku Narodowym, specjalista ochrony...
Tatry towarzyszą mi od dzieciństwa, bo jestem góralem z dziada pradziada. Mieszkam w Witowie, niedaleko Doliny Chochołowskiej. Zawsze interesowały mnie zwierzęta zamieszkujące góry. Postanowiłem wyuczyć się na leśnika, by poznać ich zwyczaje i pomóc im zachować swoją dzikość.

Martwię się, że ludzie dokarmiają niedźwiedzie. Bo dla niedźwiedzia, który raz zazna łatwego chleba od człowieka, może to oznaczać wyrok śmierci. Raz nakarmiony już się z własnej woli od ludzi nie odczepi, a jeżeli nie dostanie jedzenia, może stać się groźny. Wtedy z reguły ginie.

Takie zatracanie cech dzikości u zwierząt nazywamy synantropizacją. To jest bardzo niebezpieczne. I dla ludzi, i dla niedźwiedzi. Bo taki zsynantropizowany niedźwiedź podchodzi coraz bliżej ludzkich siedlisk, zaczyna zaczepiać też turystów. O wypadek nietrudno, kiedy niedźwiedź sięga łapą po kanapki do plecaka jakiegoś ucznia. Takie rzeczy zdarzały się już w rejonie Morskiego Oka. Chodzę więc nad to jezioro i robię wszystko, by nie dochodziło do takich wypadków.

Razem z kolegami z Tatrzańskiego Parku Narodowego strzelamy do niedźwiedzi...

Ale nie z prawdziwych myśliwskich strzelb, tylko takich specjalnych na gumowe kule. Żeby zwierzęta nie zbliżały się do ludzi. Próbujemy je wystraszyć, tak by nie szukały łatwego pożywienia, ale wolały dziko żyć. Czasami usypiamy niedźwiedzia, żeby móc mu założyć specjalną obrożę telemetryczną - czyli nadajnik radiowy. Odbiornik mam ja i wiem, w jakim regionie Tatr niedźwiedź się znajduje. Dzięki temu udaje się reagować, gdy drapieżnik niebezpiecznie zaczyna zbliżać się do ludzi.

Czasami nie da się zapobiec spotkaniu dzikiego zwierzęcia z człowiekiem. Niestety przeciętny turysta nie wie, jak się ma w takim wypadku zachować, i wpada w panikę, w której jest zdolny do wszystkiego. Przed trzema laty musiałem wybrać się na jedną ze swoich najsmutniejszych tatrzańskich wypraw. W Dolinie Chochołowskiej wycieczkowicze zatłukli kamieniami małego 18-miesięcznego niedźwiadka. Twierdzili, że niedźwiadek chciał ich ugryźć.

Gdyby nawet niedźwiadek zaatakował, to spotkanie zakończyłoby się na niewielkich ranach u turystów, bo ważący 46 kg młody osobnik raczej nie mógł zagrozić życiu ludzi. Dali mu bułki, a on mógł stać się nachalny, bo chciał więcej. Więc go zabili. Ludzie powinni wiedzieć, że karmić dzikich zwierząt nie wolno.

Po to włóczę się po Tatrach, by niedźwiedzie w nich przetrwały.

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • Drukuj
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    1 głos

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':