Nad najpiękniejsze tatrzańskie jezioro prowadzi najbrzydszy szlak w całych Tatrach. Asfaltowa droga w szczycie sezonu turystycznego jest zatłoczona do granic możliwości. W takich warunkach turysta nie odpocznie, za to szkodzi dzikiej przyrodzie.
Wybierając się latem w stronę Morskiego Oka, najpierw wpadniemy w kilkugodzinny korek samochodowy w rejonie Łysej Polany. Potem, jeśli uda nam się znaleźć wolne miejsce dla samochodu na parkingu na Palenicy Białczańskiej, to dalej dziewięć kilometrów szlaku przejdziemy w tłumie. Albo przejedziemy konnym zaprzęgiem, o ile koń nie padnie po drodze, jak podczas ostatnich wakacji.
Dyrekcja Tatrzańskiego Parku Narodowego od lat stara się ukrócić proceder nadmiernego obciążania koni ciągnących wozy z turystami nad Morskie Oko. Ostatnio wprowadzono nowy model bryczki - zwanej po góralsku fasiongiem - dla 14 osób.
- Każdy woźnica, który chciał nadal jeździć do Morskiego Oka, musiał przesiąść się na nowy wóz. Inaczej nie otrzymałby od nas zgody - mówi Paweł Skawiński, dyrektor Tatrzańskiego Parku Narodowego.
Prawo wożenia turystów z Palenicy Białczańskiej nad leżące dziewięć kilometrów dalej Morskie Oko ma 60 fiakrów z Bukowiny Tatrzańskiej. Miesięczną licencję na przewóz - w cenie 900 zł - przyznaje im Tatrzański Park Narodowy. Wydatek zwraca się prawie w całości już po dwóch kursach - za przejażdżkę nad Morskie Oko turysta musi zapłacić przynajmniej 30 zł.
W wakacje czy długie weekendy nad jezioro o powierzchni niespełna 35 ha dociera dziennie 10 tys. ludzi.
- To stanowczo zbyt dużo. Tatrzańska przyroda ledwo znosi takie natężenie ruchu turystycznego. Może najwyższy czas, by ograniczyć ruch samochodów na drodze prowadzącej w ten rejon Tatr, wtedy udałoby się ograniczyć napływ turystów - mówi dyrektor Skawiński.
- Taki tłum działa negatywnie na dzikie zwierzęta występujące w okolicy Morskiego Oka, choćby niedźwiedzie - mówi Filip Zięba, który w TPN bada życie tych drapieżników. - Wiemy, że niedźwiedzie przebywają tu często tuż przy szlaku, by z zarośli obserwować turystów. Czekają na chwilę spokoju, by przejść na drugą stronę drogi. Szukają resztek jedzenia. Zdarza się też, że ludzie sami częstują kanapkami małe niedźwiadki. To dla zwierząt może oznaczać wyrok śmierci, bo w ten sposób zatracają cechy dzikości i nauczone szukać pożywienia u ludzi nie potrafią zdobyć go w górach.
Arbitraż nad jeziorem Nie wiadomo, czy Morskie Oko leżałoby dzisiaj w granicach Polski, gdyby nie wyrok sądu w Grazu z 1902 r., który zajął się ówczesnym sporem o ten rejon Tatr między Węgrami (królestwo węgierskie obejmowało wtedy dzisiejszą Słowację) a Galicją, czyli austriackim zaborem na terenie Rzeczypospolitej. Konflikt nasilił się na przełomie XIX i XX w., gdy właścicielem dóbr po węgierskiej stronie został pruski książę Christian Hohenlohe. Po polskiej stronie granicy doliny nad Morskim Okiem należały m.in. do hrabiego Władysława Zamoyskiego, który kupił dobra zakopiańskie. Obaj arystokraci rościli sobie pretensje do całego jeziora.
Gdy 4 i 5 września 1902 r. członkowie międzynarodowego arbitrażu zjechali nad Morskie Oko, by dokonać oględzin spornego terenu, czekał na nich tłum Polaków, a hrabia Zamoyski kąpał się w jeziorze - mimo kilkustopniowej temperatury wody - chcąc pokazać, jak dobrze zadomowionym jest tu gospodarzem.
13 września w Grazu przyznano rację adwokatowi Oswaldowi Balzerowi - dzisiaj jego imię nosi droga prowadząca z Zakopanego w stronę Morskiego Oka - który reprezentował stronę polską w sporze. Tego dnia Ludwik Solski na czele rozradowanego tłumu wykrzykiwał na zakopiańskich Krupówkach: "Jeszcze Polska nie zginęła, wiwat plemię lasze! Słuszna sprawa górę wzięła, Morskie Oko nasze!".
Po tym wyroku Towarzystwo Tatrzańskie zdecydowało o budowie nowego schroniska nad Morskim Okiem. Wzniesiono je w latach 1907-1908 na północnym brzegu jeziora. Wcześniej dla wygody turystów postawiono tu trzy budynki. Dwa z nich strawiły pożary. Trzeci - dawna wozownia - zwany "starym schroniskiem" istnieje do dzisiaj.
W 1976 r. budynek obecnego schroniska uznano za zabytek. W latach 1988-92 przeprowadzono w nim kapitalny remont, zachowując pierwotny wygląd.
W 1902 r. zbudowano też drogę nad Morskie Oko - właśnie imienia Oswalda Balzera. W latach 60. położono na niej asfalt i nad brzeg jeziora można było dojechać nawet autobusem PKS. Po kilkunastu latach ze względu na ochronę przyrody postawiono na drodze szlaban i od tej pory można tam dostać się jedynie pieszo lub zaprzęgiem konnym. W ciągu ostatnich dwóch lat asfaltowy szlak został wyremontowany.
Pilnujcie tej przyrody W księdze pamiątkowej schroniska nad Morskim Okiem można znaleźć wpisy znanych osób.
Jan Paweł II niespodziewanie, ku zaskoczeniu turystów, odwiedził największe tatrzańskie jezioro 5 czerwca 1997 r. Pod wieczór strażnicy Tatrzańskiego Parku Narodowego z Palenicy Białczańskiej przekazali zdumionej obsłudze schroniska wiadomość, że samochód z Janem Pawłem II zmierza nad Morskie Oko.
- Ojciec Święty razem z kardynałem Franciszkiem Macharskim pierwsze kroki skierowali do schroniska - wspomina szefowa placówki Maria Łapińska. - Papież pamiętał jeszcze, jak gospodarzyli tu moi teściowie Wanda i Czesław Łapińscy.
Wpisał się do księgi schroniska: "Szczęść Boże. Jan Paweł II. 5 VI 1997".