http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

W szpilkach na Giewont

Bartłomiej Kuraś
2010-05-17, ostatnia aktualizacja 2010-05-17 16:14

- Zamontujmy kamerę i pokażmy obraz w internecie, to zmniejszymy tłok na szczycie - proponują pracownicy Tatrzańskiego Parku Narodowego

ZOBACZ TAKŻE
SERWISY
Aby wszyscy czuli się bezpiecznie na wierzchołku Giewontu, powinno na nim przebywać jednocześnie maksymalnie 50 osób. A w szczycie sezonu turystycznego chętnych do odwiedzenia góry jest nawet kilkadziesiąt razy więcej.

Stosunkowo łatwa trasa od strony Przełęczy Kondrackiej sprawia, że Giewont jest jednym z najbardziej obleganych tatrzańskich szczytów. Latem do wierzchołka ustawia się kolejka ludzi, którzy często traktują ten szlak jak przedłużenie Krupówek. Nierzadko widzi się tu turystki w butach na obcasach. Jedna z telewizji kręci nawet nowy serial o Podhalu widzianym oczami warszawianki zatytułowany "Szpilki na Giewoncie".

Takie traktowanie tego szczytu stwarza duże zagrożenie - uważają w dyrekcji Tatrzańskiego Parku Narodowego. Tłok na szlaku zwiększa ryzyko wypadku, zwłaszcza podczas burzy, bo krzyż ściąga rocznie setki piorunów.

- Masy turystów powodują też spory hałas, płoszą zwierzęta, zadeptują rośliny i mimowolnie niszczą glebę -wylicza Paweł Skawiński, dyrektor TPN. - Dlatego potrzebny jest stały monitoring ruchu turystycznego w tym miejscu. Rozważamy też chwilowe zamykanie szlaków prowadzących na Giewont, żeby na szczycie nie tworzył się tłok. Wszyscy chętni nie mogą przecież naraz tam wejść, bo zwyczajnie się nie zmieszczą. A kolejka osób pod szczytem to ogromne zagrożenie dla ich bezpieczeństwa. Problem stwarzają także taternicy nielegalnie wspinający się na północnej ścianie Giewontu, płosząc kozice, a także uniemożliwiając zakładanie gniazd przez orły przednie czy pomurniki.

Z ziemi włoskiej do polski

Pewnie bez krzyża Giewont nie cieszyłby się aż taką popularnością wśród turystów. Historia jego postawienia obrosła już w legendę.

O tym, że to Jakub Gąsienica-Wawrytko przewodził u progu XX wieku grupie zakopiańskich kamieniarzy na Giewoncie, Muzeum Tatrzańskie dowiedziało się dopiero po stu latach od potomków Wawrytki. Przynieśli dokument potwierdzający jego pracę przy krzyżu - dyplom z1901r. napisany przez ks. Kazimierza Kaszelewskiego, inicjatora postawienia krzyża.

- W rodzinie wszyscy wiedzieli, że dziadek postawił krzyż na Giewoncie, nie robiliśmy z tego sensacji - powiedział wtedy muzealnikom nieżyjący już Stanisław Gąsienica-Wawrytko, wnuk Jakuba.

A było to tak.

W jubileuszowym 1900r. do proboszcza z Zakopanego, księdza Kazimierza Kaszelewskiego, dotarły wieści o olbrzymich krzyżach stawianych przez włoskich górali. Pomysł tak mu się spodobał, że zaczął na ten temat głosić kazania.

Nad wyborem góry nie było co się zastanawiać. Bo już Walery Eljasz-Radzikowski, autor XIX-wiecznych przewodników po Tatrach, zauważył: "Z każdej prawie chaty Giewonta widać, toteż słusznie mu się należy tytuł króla zakopiańskiego".

Górujący nad Zakopanem Giewont ma najbardziej charakterystyczny kształt ze wszystkich szczytów w całych polskich Tatrach - wielu przypomina uśpionego rycerza.

- Wczasach młodopolskich, gdy kraj był pod zaborami, wierzono, że to właśnie z Tatr wyjdzie polskie odrodzenie narodowe. Chętnie wyobrażano sobie rycerzy Chrobrego zaklętych w skałach, którzy budzą się i przepędzają zaborców - opowiada Antoni Kroh, etnograf i znawca Podhala.

W masywie Giewontu leżą: Wielki Giewont, Mały Giewont i Długi Giewont. To na Wielkim Giewoncie (1894 m n.p.m.) umieszczono krzyż.

Niektórzy nazwy góry doszukują się w nazewnictwie niemieckim. Miałaby oznaczać skalną ścianę.

Ale Mariusz Zaruski, twórca TOPR, pisał, że wyprowadzanie nazwy Giewontu od słów niemieckich nie wydaje mu się trafne: "W Tatrach bardzo wiele nazw początek swój wzięło od imion własnych ludzi. Natomiast nie można zanotować przykładu odwrotnego, tj. wyprowadzania nazwisk ludzi od nazwy góry. W Zakopanem zaś do dziś żyje ród Giewontów. Prawdopodobnie też on nadał imię tej górze".

Najpierw na próbę postawiono krzyż drewniany. Miał dziesięć i pół metra wysokości.

Kiedy uczestnicy eksperymentu -proboszcz w asyście komisarza klimatycznego Zakopanego i grupy parafian - po całodniowej eskapadzie zeszli do Zakopanego, gołym okiem zobaczyli na Giewoncie wyraźnie zarysowany kontur krzyża. Zapadła decyzja o zamówieniu konstrukcji metalowej.

Zadania podjęła się krakowska fabryka inżyniera Józefa Góreckiego. Inżynier zaprojektował kratownicę jeszcze potężniejszą od drewnianego pierwowzoru: wysokość - 17,5m, z czego 2,5m postanowiono wpuścić w skały, masa - 1819 kg. Na całość złożyło się 400 elementów. Do Zakopanego ładunek przywieziono nową koleją żelazną po dopiero co ułożonych torach.

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • Drukuj
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    0 głosów

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':