Co prawda kozice są świetnie przystosowane do życia w górach, ich futro działa niczym superizolacja termiczna. Dlatego na grzbietach kozic można zobaczyć śnieg. Ich racice działają jak superbuty na wibramie połączone z rakami, a oczy jak przeciwsłoneczne gogle. Dlatego nigdy, ale to nigdy nie łaźcie za kozicami. Tam gdzie one skaczą bez trudu, my możemy stracić życie.
Wydawałoby się, że mało co może im zagrozić, ale tak nie jest. Ich niewielka liczba oznacza, że dla kozicy tatrzańskiej groźne jest dosłownie wszystko.
Choroby, które dały się we znaki kozicom alpejskim, w każdej chwili mogą pojawić się w Tatrach. Poza tym kozice tracą swoje środowisko, otwarte wysokogórskie hale, bo wraz z ocieplaniem się klimatu granica lasu powoli wędruje do góry. Ruch turystyczny też im nie służy. Ciężarne kozice przepędzane z miejsca na miejsce mogą poronić. Mogą wejść na niebezpieczne tereny, na które normalnie, niepłoszone, by nie wkroczyły, i zginąć, na przykład w lawinie. Takie przypadki się już zdarzały.
We znaki kozicom dają się także kłusownicy. Nie polują oni dla mięsa i skór, ale dla rogów zwanych hakami. Pod Tatrami wciąż panuje moda na wieszanie ich w domach, restauracjach i pensjonatach. Wiele z nich to trofea pochodzące z Alp, gdzie na kozice wolno polować, ale są wśród nich także te zabite w Tatrach całkiem niedawno. A dla tatrzańskich kozic zabicie przez kłusowników choć kilku z nich to katastrofa.
Źródło: Gazeta Wyborcza