Zaraz oburzy się ktoś: przecież niedźwiedzie żyją też w innych polskich górach, np. Bieszczadach. Owszem, ale szansa zobaczenia niedźwiedzia w Bieszczadach jest niewielka. Za to w Tatrach nawet za dnia, parę metrów od szlaku można spotkać pasącego się niedźwiedzia. Tak, pasącego się, bo choć klasyfikuje się je jako drapieżniki, to jednak są to dziwne drapieżniki. Większość ich pokarmu stanowią rośliny. Wiosną pasą się na łąkach, gdy zielenina jest soczysta, a w lesie brakuje jedzenia. Jesienią można je spotkać na borówkach, które są bogate w cukry. To pozwala niedźwiedziom zgromadzić tłuszcz przed snem zimowym.
Niedźwiedź zajęty jedzeniem nie zwraca uwagi na ludzi. Dla niego odzyskanie kondycji po zimowaniu albo zgromadzenie tłuszczu jest najważniejsze. Gorzej, gdy wtrącimy się w jego życie, robiąc rzecz zupełnie, wydawałoby się, błahą. Wystarczy, że wyrzucimy gdzieś ogryzek, kanapkę albo nawet smakowicie pachnący papierek po czekoladzie, i już mogą zacząć się problemy. Dla niedźwiedzia to nowy zapach, który będzie chciał sprawdzić. A gdy zapach połączy jeszcze z czymś smacznym, spróbuje dostać to od ludzi.
To już poważny kłopot, bo jest drapieżnikiem, który ma spore pazury i zęby. Choć wydaje się misiowaty i nieporadny, to żaden człowiek nie ma z nim szans. Niedźwiedzie, które skojarzyły człowieka ze źródłem smakołyków, nie odpuszczą. Będą kradły, a potem też atakowały. W końcu nie będzie innego wyjścia jak odstrzał. Umieszczenie w zoo jest tylko odsunięciem wyroku, bo dzikie niedźwiedzie nie przeżyją niewoli.
Źródło: Gazeta Wyborcza