http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Krokus wypasie się na owcy

Adam Wajrak
2010-05-11, ostatnia aktualizacja 2010-05-11 12:19

Niektórzy twierdzą, że krokusy przybyły w Tatry razem z pasterzami. Bo krokusom bardzo sprzyja wypas owiec. Owce zjadają wszystkie inne rośliny, które mogą zagłuszyć ich wzrost
Niektórzy twierdzą, że krokusy przybyły w Tatry razem z pasterzami. Bo krokusom bardzo sprzyja wypas owiec. Owce zjadają wszystkie inne rośliny, które mogą zagłuszyć ich wzrost
Fot. Marek Podmokły / Agencja Gazeta

Gdyby nie rogata góralska dusza, nie byłoby fioletowych łąk. Wystarczy 30 lat bez wypasania owiec i krokusy z łąki giną

ZOBACZ TAKŻE
SERWISY
Każdy, ale to każdy, powie wam, że krokusy są po prostu piękne. Piękne są oczywiście nie tylko w pojedynkę, ale przede wszystkim gdy wczesną wiosną zakwitną krokusowe łąki. Widok tysięcy fioletowych kwiatów jest tak powalający, że nawet dyrektor Tatrzańskiego Parku Narodowego dr Paweł Skawiński pada przed łąką pełną krokusów na kolana.

Inni podobno specjalnie ruszają z różnych regionów Polski w Tatry i na Podtatrze po to tylko, by zobaczyć kwitnące krokusy.

Wszyscy mówią o krokusach, że piękne. Piękne, niestety, dość często znaczy tyle co nudne jak flaki z olejem. Ale krokusy nie są nudne. - Powiedzieć o krokusie, że jest piękny, to trochę za mało. To dzielna roślina, może nawet najdzielniejsza - mówi profesor Zbigniew Mirek, botanik i wielki znawca tatrzańskich roślin.

Profesor Mirek trochę mnie zaskakuje, bo czy można o takim delikatnym czymś jak kwiatek mówić, że jest dzielny? Ale zaraz przypominam sobie, w jakich warunkach ta z pozoru delikatna roślinka daje sobie radę. To są najbardziej ekstremalne góry, jakie mamy. W Tatrach śnieg w czerwcu to normalka, a co dopiero na przełomie marca i kwietnia, gdy zwykle kwitną krokusy.

Jednego dnia, gdy przychodzi ciepły halny, może być plus dwadzieścia, a w dzień czy dwa po tym robi się biało, bo spadł śnieg. W ogóle tatrzańskie rośliny to twardziele. Czasami wydaje mi się, że nawet więksi niż żyjące w wysokich górach zwierzęta. No bo taka kozica zawsze może zejść niżej, schować się za skalnym załomem, przejść grzbiet i znaleźć się po stronie, po której nie wieje. A taki świstak, gdy pogoda jest paskudna, może schować się do nory. Roślina zaś nigdzie sobie nie pójdzie i nigdzie się nie schowa, musi trwać i przeżyć tam, gdzie wyrosła. I nie chodzi tylko o mróz, ale też o wysuszające wiatry, brak wody czy słońce, które w górach potrafi bardziej prażyć niż na nizinach.

Dlatego tatrzańskie rośliny, których pochodzenie w wielu wypadkach jest alpejskie lub arktyczne, mają szereg przystosowań zupełnie nieoczekiwanych.

Niektóre mają małe, twarde listki pokryte woskowatą wydzieliną, zupełnie jak rośliny rosnące na pustyni - to zabezpiecza przed wysychaniem i przemarzaniem. Tworzą skupiska wyglądające jak poduchy, w których jest cieplej i przytulniej.

Tylko że krokus - przynajmniej na pierwszy rzut oka - takich przystosowań nie ma. Owszem, rośnie niżej niż szarotki, dębiki czy skalnice, ale przecież w Tatrach nawet w reglu dolnym, w którym głównie spotykamy krokusy, bywa ciężko.

Szafran spiski, czyli krokus

Krokus nie tylko ma na imię krokus. Otóż górale, jak można przeczytać na stronie Tatry.edu.pl, nazywają krokusy od kształtu kwiatów tulipankami lub kieluchami, ale też szafrankami. Ta ostatnia nazwa najbliższa jest naukowej, która brzmi szafran spiski. Otóż jest on jednym z 80 gatunków szafranów, z których na świecie chyba najbardziej znany jest szafran siewny lub uprawny. To właśnie z niego, a dokładnie z ususzonych dokładnie jego pręcików i słupka uzyskuje się szafran, którym można przyprawiać ryby, zupy, ryż i który zabarwia na żółto na przykład ciasta. Stąd też nazwa, bo żółty to po arabsku safra. Dla wielu ludów to także afrodyzjak.

Oczywiście żeby uzyskać niewielką ilość szafranu, trzeba zebrać olbrzymie ilości kwiatów. Podobno kilogram szafranu to słupki ze 150 tysięcy suchych kwiatów. W dodatku trzeba zbierać je bardzo pospiesznie, bo zakwitają i więdną w ciągu paru dni.

No i oczywiście trzeba to robić ręcznie. Nic więc dziwnego, że jeden z najlepszych szafranów osiąga cenę ponad 40 tys. zł za kilogram. W średniowieczu, gdy wierzono, że ta przyprawa ma właściwości lecznicze i chroni przed dżumą, cena szafranu była wyższa niż złota, a za jego fałszowanie groził stos.

Nasz szafran spiski na szczęście dla niego nie nadaje się na przyprawy. Co prawda zdarzało się, że był przez przedsiębiorczych mieszkańców Podhala wykopywany i sprzedawany jako roślina ogródkowa, ale te czasy dawno się skończyły i nikt nie zawraca sobie głowy wykopywaniem go w Tatrach, gdy bulwy można dostać w każdym sklepie ogrodniczym.

Na nasz szafran czyhają zupełnie inne zagrożenia.

Radzi sobie z mrozem

Kwiaty krokusów pojawiają się jako jedne z pierwszych i muszą radzić sobie z niesłychanie trudnymi warunkami. Jeżeli weźmiemy pod uwagę taki wawrzynek wilczełyko, który można zobaczyć już na przełomie zimy i wiosny, to ma on o wiele lepsze warunki niż krokus. Nawet jak w lesie jest pełno śniegu, to kwiaty wawrzynka wystają wysoko ponad białą pokrywę. A krokus jest niziutki. Cała roślinka to góra 15-20 cm.

Krokus, gdy śniegu jest niewiele, potrafi się przez niego przebić. Przebija się najdelikatniejsza część rośliny, czyli kwiat. Być może pomaga mu to, że krokus jak każda roślina to mała chemiczna fabryczka i zachodzące tam procesy powodują, że jest nieco cieplejszy niż otoczenie. Przebicie się przez śnieg to małe piwo. Krokus musi liczyć się z mrozami, które mogą nagle nadejść, albo z tym, że nagle spadnie śnieg.

W marcu i kwietniu, gdy kwitną krokusy, nagły atak zimy w Tatrach to nie wyjątek, ale reguła. Jego kwiaty są na to gotowe. Potrafią bardzo szybko się zwinąć i przeczekać pod śniegiem chwilowy powrót zimy. Co ciekawe, dotyczy to tylko kwiatów niezapylonych, które muszą jeszcze czekać na pyłek sąsiada przyniesiony przez owady albo wiatr. Te, które zdążyły zostać zapylone, walki o przetrwanie w śniegu nie podejmują. Więdną i giną. Nie na darmo oczywiście, bo zalążki i tak przetrwają pod śniegiem i będą z nich nasiona. Same nasiona też są ciekawe. Otoczone są warstwą roślinnego tłuszczu bogatego w białka. Ta pożywna substancja smakuje mrówkom, które dzięki temu nasiona krokusa roznoszą. Często rozmnażanie wygląda tak, że koło bulwy, z której wyrasta roślina, pojawia się nowa mniejsza bulwa. Takich krokusowych bulw na jednym metrze kwadratowym łąki mogą być nawet setki. Te bulwy tkwiące w glebie są wbrew pozorom bardzo wrażliwe. Naukowcy zauważyli, że krokusom jak mało którym roślinom nie służy rolnictwo związane z uprawami. Wystarczy przeorać łąkę raz, by krokusy zginęły. Za to inny rodzaj rolniczej działalności jest krokusom jak najbardziej - jeżeli można tak powiedzieć - na rękę.

Kto ma owce, ten ma krokusy

Owca, czyli zwierzę, które zmieniło Tatry raz na zawsze, została udomowiona 9-10 tysięcy lat temu gdzieś w Azji. W Tatrach owce i pasterze pojawili się kilkaset lat temu i zapewne właśnie wtedy karierę zrobił też krokus.

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • Drukuj
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    3 głosy

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':