http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Jagna Marczułajtis: Bo świstaki zjeżdżają tam na tyłkach

Wojciech Staszewski
2010-05-11, ostatnia aktualizacja 2010-05-11 11:28

Polska snowboardzistka, olimpijka, prowadzi szkółkę narciarską w Zakopanem

Jagna Marczułajtis
Fot. Fot: Kuba Atys / AG
Jagna Marczułajtis
SERWISY
Moje pierwsze kroki w Tatrach znam tylko ze zdjęć, byłam za mała, by pamiętać. Jak miałam trzy lata, zjeżdżałam na nartach z Kasprowego, mama trzymała mnie w szelkach jak psa na smyczy. Połowę dzieciństwa spędziłam w Tatrach, latem na wycieczkach, zimą na nartach.

Jak miałam z siedem lat, wjeżdżałyśmy z mamą wyciągiem z Goryczkowej na Kasprowy. Mgła, wiatr, minus 20. Byłyśmy już na ostatniej podporze, już było widać górną stację, kiedy wyciąg się kompletnie zepsuł. Trzeba go było ściągać korbką - do tyłu. Ze trzy godziny trwało, zanim zjechałyśmy. Byłam zziębnięta, przestraszona. Zdałam sobie sprawę, jak jest się wobec gór bezsilnym.

Nie ma się czym chwalić, ale kiedyś z kolegą robiliśmy ekstremalne zjazdy w żlebach pod górną stacją na Kasprowym. W Żlebie Ściekowym obsunął się pod nami śnieg, jechaliśmy w małej lawinie. Nie wiedziałam, czy ziemia się rusza, czy ja. Jeździłam już na desce, wtedy jest mniejsza kontrola równowagi. I znów poczułam tę bezsilność i więcej w żlebach nie jeździłam.

W lecie Tatry były moim ośrodkiem treningowym. Biegałam na Kopę Kondracką, Halę Gąsienicową. Odwrotnie niż biegacze: pod górę marsz, a z góry bieg. To ćwiczy koordynację ruchową, szybkość reakcji. Zawsze miałam plecak z napojami izotonicznymi albo węglowodanowymi. A jak się skończyły, to piłam wodę ze strumienia.

Wycieczka w góry to lekcja odpowiedzialności, nie tylko geografii czy biologii. Ludzie rozglądają się za kozicami, a nie wiedzą, że w trawie i kamieniach na halach ukrywają się żmije. A świstaki? Nigdy ich nie widziałam. Mama opowiadała mi, że jak jeździła w maju na nartach na Hali Gąsienicowej, to na wielkim płacie śniegu świstaki zrobiły sobie ślizgawkę, zjeżdżały na tyłkach. Może coś takiego kiedyś zobaczę?

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • Drukuj
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    0 głosów

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':