http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Kołakowski: W zasadzie jestem chrześcijaninem

Fragment rozmowy Zbigniewa Mentzla z Leszkiem Kołakowskim*
2008-09-27, ostatnia aktualizacja 2008-09-26 18:53

Na szczęście nie jestem kapłanem, który musi się troszczyć o prawowierność i zażegnywać kryzys wiary. Nie wiem, co się stanie z chrześcijaństwem. Na razie nie jest ono w złym stanie - mówi Leszek Kołakowski

Leszek Kołakowski
Leszek Kołakowski
Zbigniew Mentzel: W swoich książkach piszesz często o ułomności języka filozoficznego, który zatrzymuje się na granicy niewysłowionego. Z drugiej strony dajesz do zrozumienia, że wysiłek ekspresji słownej podejmowany przez filozofów nie jest daremny. W książce "Horror metaphysicus" czytamy o drogach do relegalizacji takich słów jak Absolut czy Duch. Twoim zdaniem nie są to drogi ślepe ani zamknięte.

Leszek Kołakowski: Ja nie liczę na to, że nasz język filozoficzny czy metafizyczny może się na tyle ulepszyć, żeby uchwycić coś, czego uchwycić do tej pory nie zdołaliśmy, albo żeby był w stanie rzeczywistość zupełnie nam nieznaną ogarnąć.

Ma się rozumieć, świat widzimy poprzez język. Język jest nie tylko narzędziem komunikacji, on daje nam także widok świata. Poznanie nasze jest poznaniem językowym, a więc zawsze istnieje niebezpieczeństwo, że nie będziemy świadomi tego, do jakiego stopnia język fałszuje rzeczywistość, ponieważ to właśnie poprzez język rzeczywistość znamy. To, co mówimy o Bogu, Absolucie, rzeczywistości ostatecznej, nie jest językowo uchwytne, choć musimy języka używać. Nie możemy po prostu milczeć, ale nie możemy liczyć na to, że docieramy dzięki językowi do jakiejś rzeczywistości absolutnej, koniecznej. (...)

W "Horrorze..." piszesz, że bylibyśmy zadufani w sobie, utrzymując, iż dotarliśmy do granic doświadczenia i słowa.

- Tak, to prawda. Jest nam potrzebny ciągle ponawiany wysiłek, aby wyjść poza granice już osiągnięte. Ale nie mamy pewności, do czego dochodzimy, co osiągamy, gdzie są te granice, które przekroczyliśmy. Nie, tego nie wiemy, więc bądźmy pokorni z powodu naszej ograniczoności. (...)

Mówiłeś, że nie bardzo wiadomo, gdzie jest kraniec filozofii.

- Tak. Nie ma, na przykład, wyraźnej granicy między filozofią a poezją. Nie znaczy to, oczywiście, że jedna i druga są tym samym. Ale i filozofia, i poezja mają jakiś obszar wspólny. Są pewne teksty poetyckie, które mogłyby się znaleźć w traktacie filozoficznym, i odwrotnie, są traktaty filozoficzne, które mogą uchodzić za poezję. (...)

Myślę, że między zapisami wielkich mistyków a wybitną prozą też mogą być pokrewieństwa.

- Tak, to prawda. Nie wiadomo, gdzie filozofia się kończy. Wiadomo, jeżeli się uprawia filozofię analityczną i wierzy w jej wszystkie dogmaty, wtedy wiadomo. Ale jeśli ma się szersze zainteresowania, wyraźnych granic filozofii nie widać.

U Baudelaire'a, między innymi, są fragmenty, które mogłyby się znaleźć w tekście filozoficznym. Jak choćby początek wiersza "Podróż":

Dziecku zapatrzonemu w mapy i ryciny/ Ziemia zdaje się wielka jak jego pragnienia./ Ach, jakże w świetle lampy ten świat jest olbrzymi!/ Jakże mały wydaje się w oczach wspomnienia!

Pewnego dnia ruszamy z rozpaloną głową,/ Z sercem ciężkim od uraz i pożądliwości,/ Ruszamy, by kołysać w rytmie fal miarowo/ Własną swą nieskończoność na mórz skończoności.

Tak, ten fragment mógłby znaleźć się w tekście filozoficznym. Podobnie jak zakończenie tego wspaniałego wiersza:

O Śmierci, stary szyprze, odbijaj - dal woła!/ Ten kraj nas nudzi. W drogę, do nowej przestrzeni!/ Chociaż niebo i morze są czarne jak smoła,/ Nasze serca - ty znasz je - są pełne promieni!

Twą krzepiącą truciznę wchłoniemy z ochotą!/ Pragniemy - tak ten ogień rozpala nam głowę -/ Paść w głąb otchłani - Piekła? Nieba? Mniejsza o to,/ Byle znaleźć w Nieznanym coś, co będzie nowe!

Są też filozofowie, o których można powiedzieć, że bywają poetami. Na przykład Levinas, którego czytałem bez należytego zaciekawienia i należytego skupienia, chociaż Barbara Skarga jest nie tylko jego znawczynią, ale i wielbicielką. Jego teksty zawierają intuicję poetycką, której nie da się wyrazić w języku dostępnym dla filozofii analitycznej. Filozofia analityczna musi je odrzucić jako bełkot właściwie. Filozofia w centrum swojego korpusu jest jakimś rodzajem wiedzy, która jako wiedza ma docierać do innych, ma być zrozumiała - nie przez odwołania do niepojętych doświadczeń mistycznych - dla każdej istoty myślącej. Ale granice nie są tu wyraźne.

Skarżymy się na kryzys języka chrześcijaństwa, języka Kościoła. Czy ten język można odświeżyć?

- To, o czym wspomniałeś, kryzys języka chrześcijańskiego, nie jest chyba kryzysem języka, tylko po prostu nieudolnością przyswajania sobie wiary. To nie jest chyba tak, że możemy wynaleźć język, który by zmienił sytuację wiary.

Nie ośmieliłbym się zresztą wypowiadać o tym, do jakiego stopnia kryzys wiary nas dotyka. Wiemy, oczywiście, że dla wielu ludzi wiara nie jest niczym więcej niż zbiorem powtarzanych słów i rytuałów, w których czują się bezpiecznie. To jest chyba dobry rodzaj wiary, pod warunkiem, że nie jest połączony z fanatyzmem i nietolerancją.

Natomiast wiara, która chce się na nowo utwierdzić przez jakiś inny język? - nie wiem, musiałbym mieć przykłady skuteczności czegoś takiego. W pewnym sensie cała filozofia chrześcijańska wiąże się z nieustanną zmianą języka, bo chrześcijaństwo jest stałym elementem kultury. Czytuję czasem jakieś artykuły na ten temat. Są wśród nich rzeczy pełne ubolewania, ale są też rzeczy optymistyczne.

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • 2
  • 1
  • 18 komentarzy
  • Drukuj
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    19 głosów

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':