Świat złoży należny hołd jego intelektualnym dokonaniom. Doceni tego, który jak nikt inny złączył w jednej osobie funkcje historyka, badacza, krytyka i współlikwidatora komunizmu. Doceni jego mądre, lakoniczne i ironiczne odpowiedzi na kluczowe, klasyczne pytania filozofii, w tym jego pisma o religii i o głębszych implikacjach zanikania sacrum w coraz bardziej świeckiej Europie.
Dzisiaj myślę przede wszystkim o człowieku. Nie każdy wielki intelektualista jest zarazem miłym i dobrym człowiekiem. Właśnie kimś takim, i czymś więcej, był
Leszek Kołakowski. Był geniuszem przyjaźni. Miał w sobie ciepło i cudowne, bezbrzeżne poczucie humoru, łagodną ironię połączoną z literacko-filozoficzną wyobraźnią wielkiego pisarza, absolutną intelektualno-moralną prawość i wielki apetyt na życie. Cierpienia, jakich dostarczała mu choroba i często nierozsądny świat, znosił ze szczególnego rodzaju stoickim spokojem, wedle Konfucjusza znamionującym prawdziwego uczonego-dżentelmena. I też pod tym względem był dla nas wzorem.
Wraz z nim tracimy nie tylko giganta myśli, ale też wielkie serce.
Timothy Garton Ash jest profesorem europeistyki na Uniwersytecie Oksfordzkim