http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Leszek Kołakowski: jednostka, wolność, rozum

Krzysztof Pomian*
2009-07-26, ostatnia aktualizacja 2009-07-24 16:50

Nadzieja na zapanowanie człowieka nad sobą samym jest odwieczna. Marksizm zawarł ją w doktrynie, którą Lenin przekuł w totalitaryzm. Ta pokusa może wrócić. Dlatego "Główne nurty marksizmu" są ciągle aktualne


Fot. DANUTA B. ŁOMACZEWSKA EAST NEWS
Fot. AP
Fot. AP
Fot. Neal Ulevich AP
Drukujemy ze skrótami wstęp Krzysztofa Pomiana do "Głównych nurtów marksizmu". Zakończony wiosną tego roku, został jeszcze przeczytany przez Leszka Kołakowskiego. Nowe wydanie jego "Głównych nurtów..." ukaże się w najbliższych dniach nakładem Wydawnictwa Naukowego PWN.

Historia marksizmu w ujęciu Leszka Kołakowskiego przecina w dwóch punktach jego autobiografię. Po raz pierwszy, gdy mowa o marksizmie w Polsce Ludowej, gdzie "przez czas jakiś filozofowie marksistowscy zajmowali się głównie zwalczaniem niemarksistowskiej tradycji w polskiej kulturze filozoficznej", zwłaszcza filozofii analitycznej i tomizmu. "W bataliach tych brało udział wielu marksistów starszego i młodszego pokolenia", pisze autor, po czym wymienia ich i dodaje: "również uczestniczył w nich piszący niniejsze, który nie uważa tej swojej aktywności za powód do chluby (...). Znaczna większość tych, którzy uczestniczyli wówczas po stronie marksizmu w tych działaniach, następnie zerwała z komunizmem".

Wątek autobiograficzny wychodzi na jaw powtórnie przy omawianiu rewizjonizmu. Wspominając o atakach władz PZPR na rewizjonistów w Polsce, Kołakowski zaznacza, że wśród atakowanych był "między innymi piszący niniejsze (który został ogłoszony przez partię głównym rozsadnikiem zarazy)". Potem przytacza kilka nazwisk, w tym - autora tego wprowadzenia.

Obie autobiograficzne uwagi, wtrącone mimochodem, ukazują punkt wyjścia i punkt dojścia stosunków Kołakowskiego z marksizmem, a zarazem formację intelektualną i ideową, z którą był związany i której był zaiste najwybitniejszym przedstawicielem: polski marksizm okresu powojennego, zgodny pierwotnie z obowiązującą wersją nadaną doktrynie przez Lenina i Stalina, a później - od 1955 r. - coraz bardziej od niej odległy; pod koniec lat 60. jego dawni rzecznicy przeważnie zerwali z komunizmem, by opowiedzieć się po stronie ruchu dysydenckiego i włączyć w działania opozycji demokratycznej, co zazwyczaj szło w parze z odrzuceniem samego marksizmu. Kołakowski przemierzył tę drogę szybciej i bardziej konsekwentnie niż ktokolwiek z jego kręgu.

Prezentowana tu książka to jej zamknięcie i krytyczne spojrzenie wstecz. Odtąd zaczyna się nowy rozdział jego życia i filozofii.

***

Młodego czytelnika - a do niego zwracam się przede wszystkim - wypada bezzwłocznie uprzedzić, że autor tego wprowadzenia jest związany z Leszkiem Kołakowskim nie tylko wspólnym uczestnictwem w środowisku rewizjonistycznym.

Znamy się bez mała od 60 lat [pisane przed śmiercią Leszka Kołakowskiego].

Wydaliśmy razem antologię filozofii egzystencjalnej i byliśmy razem wyrzuceni z PZPR.

Co więcej, przepracowaliśmy 11 lat w jednej katedrze, którą on kierował, a gdzie ja byłem kolejno asystentem i adiunktem. Był on też opiekunem mojej pracy magisterskiej i promotorem doktoratu.

Byłem jego uczniem, choć okazałem się zapewne uczniem niewiernym, gdyż porzuciłem historię filozofii dla innych zainteresowań. Ale z impulsu, jaki nadał on mojej pracy naukowej, całkiem sporo przetrwało po dziś dzień.

Byłem wreszcie jego wydawcą: "Filozofia pozytywistyczna" ukazała się w kierowanej przeze mnie w latach 1961-68 Bibliotece Wiedzy Współczesnej Omega, a "Enciclopedia Einaudi", do której komitetu redakcyjnego należałem od pierwszego do ostatniego tomu, ogłosiła cztery napisane przez niego hasła: "Diabeł", "Etyka", "Herezja" i "Libertyn".

Od 40 lat mieszkamy wprawdzie w różnych krajach i widujemy się rzadko, a korespondujemy chyba jeszcze rzadziej, ale przyjaźń trwa. Mogę wymieniać go z nazwiska, choć już od pół wieku z górą mówimy sobie po imieniu, mogę starać się o styl rzeczowy i nieco oschły - to wprowadzenie nie może nie być przesycone wspomnieniami i uczuciem.

Chyba właśnie dlatego Leszek chciał, bym to ja przedstawił jego opus magnum nowemu pokoleniu czytelników.

***

Marzec 1968 r. stał pod znakiem rewolty studenckiej i represji, jakie w jej następstwie spadły zarówno na zbuntowanych studentów, jak i na nauczycieli akademickich różnego stopnia, oskarżonych o podburzanie młodzieży. Wraz z kilkoma innymi profesorami i docentami Wydziału Filozofii i Socjologii Uniwersytetu Warszawskiego Kołakowski został pozbawiony stanowiska ze skutkiem natychmiastowym.

Reszta roku była beznadziejnie ponura, gdyż nic nie zapowiadało zmian na lepsze. Żyliśmy aresztowaniami młodszych kolegów i przyjaciół, usunięciami z pracy połączonymi z zakazami druku, stłumieniem Wiosny Praskiej przez czołgi Paktu Warszawskiego z udziałem polskiego wojska, żegnaniem tych, którzy zdecydowali się emigrować i których nie spodziewaliśmy się zobaczyć w przewidywalnej przyszłości.

Dla Kołakowskiego był to okres inwigilacji i czekania na paszport, które trwało wiele miesięcy. A zarazem był to okres pisania I tomu "Głównych nurtów marksizmu", ukończonego w zasadniczym zrębie przed wyjazdem z Polski w początkach grudnia 1968 r.

Rzecz wymagała jeszcze licznych uzupełnień i zmian, których wprowadzanie zajęło pięć miesięcy od stycznia do maja 1974 r. Tom II był już wtedy gotów; praca nad nim została skończona w grudniu 1973. Tom III, który zaczął powstawać od połowy 1974 r., na początku września 1975 liczył już dziewięć rozdziałów, a do napisania pozostały cztery. Całość dotarła do wydawcy 4 lutego 1977.

W sumie praca nad "Głównymi nurtami..." zajęła Kołakowskiemu dziewięć lat. Rozpoczęta w Warszawie, ostatecznie została ukończona w Oksfordzie, gdzie autor osiedlił się na stałe. Książka ta łączy zatem, również w sensie czysto biograficznym, dwa okresy w jego życiu. Między I tomem a II i III zmieniło się jednak nie tylko jego miejsce pobytu.

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • 1 komentarz
  • Drukuj
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    3 głosy

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':