Drukujemy ze skrótami wstęp Krzysztofa Pomiana do "Głównych nurtów marksizmu". Zakończony wiosną tego roku, został jeszcze przeczytany przez Leszka Kołakowskiego. Nowe wydanie jego "Głównych nurtów..." ukaże się w najbliższych dniach nakładem Wydawnictwa Naukowego PWN.
Historia marksizmu w ujęciu Leszka Kołakowskiego przecina w dwóch punktach jego autobiografię. Po raz pierwszy, gdy mowa o marksizmie w Polsce Ludowej, gdzie "przez czas jakiś filozofowie marksistowscy zajmowali się głównie zwalczaniem niemarksistowskiej tradycji w polskiej kulturze filozoficznej", zwłaszcza filozofii analitycznej i tomizmu. "W bataliach tych brało udział wielu marksistów starszego i młodszego pokolenia", pisze autor, po czym wymienia ich i dodaje: "również uczestniczył w nich piszący niniejsze, który nie uważa tej swojej aktywności za powód do chluby (...). Znaczna większość tych, którzy uczestniczyli wówczas po stronie marksizmu w tych działaniach, następnie zerwała z komunizmem".
Wątek autobiograficzny wychodzi na jaw powtórnie przy omawianiu rewizjonizmu. Wspominając o atakach władz PZPR na rewizjonistów w Polsce, Kołakowski zaznacza, że wśród atakowanych był "między innymi piszący niniejsze (który został ogłoszony przez partię głównym rozsadnikiem zarazy)". Potem przytacza kilka nazwisk, w tym - autora tego wprowadzenia.
Obie autobiograficzne uwagi, wtrącone mimochodem, ukazują punkt wyjścia i punkt dojścia stosunków Kołakowskiego z marksizmem, a zarazem formację intelektualną i ideową, z którą był związany i której był zaiste najwybitniejszym przedstawicielem: polski marksizm okresu powojennego, zgodny pierwotnie z obowiązującą wersją nadaną doktrynie przez Lenina i Stalina, a później - od 1955 r. - coraz bardziej od niej odległy; pod koniec lat 60. jego dawni rzecznicy przeważnie zerwali z komunizmem, by opowiedzieć się po stronie ruchu dysydenckiego i włączyć w działania opozycji demokratycznej, co zazwyczaj szło w parze z odrzuceniem samego marksizmu. Kołakowski przemierzył tę drogę szybciej i bardziej konsekwentnie niż ktokolwiek z jego kręgu.
Prezentowana tu książka to jej zamknięcie i krytyczne spojrzenie wstecz. Odtąd zaczyna się nowy rozdział jego życia i filozofii.
***
Młodego czytelnika - a do niego zwracam się przede wszystkim - wypada bezzwłocznie uprzedzić, że autor tego wprowadzenia jest związany z Leszkiem Kołakowskim nie tylko wspólnym uczestnictwem w środowisku rewizjonistycznym.
Znamy się bez mała od 60 lat [pisane przed śmiercią Leszka Kołakowskiego].
Wydaliśmy razem antologię filozofii egzystencjalnej i byliśmy razem wyrzuceni z PZPR.
Co więcej, przepracowaliśmy 11 lat w jednej katedrze, którą on kierował, a gdzie ja byłem kolejno asystentem i adiunktem. Był on też opiekunem mojej pracy magisterskiej i promotorem doktoratu.
Byłem jego uczniem, choć okazałem się zapewne uczniem niewiernym, gdyż porzuciłem historię filozofii dla innych zainteresowań. Ale z impulsu, jaki nadał on mojej pracy naukowej, całkiem sporo przetrwało po dziś dzień.
Byłem wreszcie jego wydawcą: "Filozofia pozytywistyczna" ukazała się w kierowanej przeze mnie w latach 1961-68 Bibliotece Wiedzy Współczesnej Omega, a "Enciclopedia Einaudi", do której komitetu redakcyjnego należałem od pierwszego do ostatniego tomu, ogłosiła cztery napisane przez niego hasła: "Diabeł", "Etyka", "Herezja" i "Libertyn".
Od 40 lat mieszkamy wprawdzie w różnych krajach i widujemy się rzadko, a korespondujemy chyba jeszcze rzadziej, ale przyjaźń trwa. Mogę wymieniać go z nazwiska, choć już od pół wieku z górą mówimy sobie po imieniu, mogę starać się o styl rzeczowy i nieco oschły - to wprowadzenie nie może nie być przesycone wspomnieniami i uczuciem.
Chyba właśnie dlatego Leszek chciał, bym to ja przedstawił jego opus magnum nowemu pokoleniu czytelników.
***
Marzec 1968 r. stał pod znakiem rewolty studenckiej i represji, jakie w jej następstwie spadły zarówno na zbuntowanych studentów, jak i na nauczycieli akademickich różnego stopnia, oskarżonych o podburzanie młodzieży. Wraz z kilkoma innymi profesorami i docentami Wydziału Filozofii i Socjologii Uniwersytetu Warszawskiego Kołakowski został pozbawiony stanowiska ze skutkiem natychmiastowym.
Reszta roku była beznadziejnie ponura, gdyż nic nie zapowiadało zmian na lepsze. Żyliśmy aresztowaniami młodszych kolegów i przyjaciół, usunięciami z pracy połączonymi z zakazami druku, stłumieniem Wiosny Praskiej przez czołgi Paktu Warszawskiego z udziałem polskiego wojska, żegnaniem tych, którzy zdecydowali się emigrować i których nie spodziewaliśmy się zobaczyć w przewidywalnej przyszłości.
Dla Kołakowskiego był to okres inwigilacji i czekania na paszport, które trwało wiele miesięcy. A zarazem był to okres pisania I tomu "Głównych nurtów marksizmu", ukończonego w zasadniczym zrębie przed wyjazdem z Polski w początkach grudnia 1968 r.
Rzecz wymagała jeszcze licznych uzupełnień i zmian, których wprowadzanie zajęło pięć miesięcy od stycznia do maja 1974 r. Tom II był już wtedy gotów; praca nad nim została skończona w grudniu 1973. Tom III, który zaczął powstawać od połowy 1974 r., na początku września 1975 liczył już dziewięć rozdziałów, a do napisania pozostały cztery. Całość dotarła do wydawcy 4 lutego 1977.
W sumie praca nad "Głównymi nurtami..." zajęła Kołakowskiemu dziewięć lat. Rozpoczęta w Warszawie, ostatecznie została ukończona w Oksfordzie, gdzie autor osiedlił się na stałe. Książka ta łączy zatem, również w sensie czysto biograficznym, dwa okresy w jego życiu. Między I tomem a II i III zmieniło się jednak nie tylko jego miejsce pobytu.
Źródło: Gazeta Wyborcza