http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Świat bez Geremka, Dahrendorfa i Kołakowskiego

Timothy Garton Ash
2009-07-24, ostatnia aktualizacja 2009-07-24 22:03

Nie mówili chętnie o młodzieńczym zetknięciu ze złem. Jednak pod koniec życia w autobiograficznych urywkach i strzępach konwersacji przekazali nam migawki z piekła, z którego zrodziła się współczesna Europa.

Timothy Garton Ash
Fot. Wojciech Surdziel / AG
Timothy Garton Ash
ZOBACZ TAKŻE
W ciągu jednego roku zmarło trzech niezwykłych europejskich myślicieli zaangażowanych głęboko w życie publiczne swych społeczeństw. Ich teksty historyczne, filozoficzne, socjologiczne i polityczne zapełniłyby całą bibliotekę. W krytycznych latach 1956, 1968, 1989 ich polityczne zaangażowanie współtworzyło historię Europy. Każdy miał umysł, z którym obcowanie było czystą przyjemnością, ale i złożoną, łakomą życia osobowość. Prócz bolesnego poczucia straty widzę w ich odejściu wielki znak czasu.

Wraz z nimi odchodzi bowiem ostatnie pokolenie Europejczyków uformowanych przez grozę II wojny światowej i jej środkowoeuropejskie konsekwencje. Rozumieli oni intuicyjnie, dlaczego trzeba nam Europy wolności pod rządami prawa, bo w młodym wieku zaznali jej odwrotności. My, dzieci szczęśliwszych czasów, musimy podtrzymywać dziś jej istnienie bez podkorowej intuicji, która płynie z doświadczenia.

Nie mówili wylewnie ani chętnie o młodzieńczym zetknięciu ze złem. Wprost przeciwnie - mało i z oporami. Są rzeczy, także najstraszniejsze, których nigdy nie poznamy - i poznać nie mamy prawa. Jednak pod koniec życia w autobiograficznych urywkach i strzępach konwersacji przekazali nam migawki z piekła, z którego zrodziła się współczesna Europa.

Ten, który przeżył najgorsze, zostawił najmniej wspomnień. Rzadko i półgębkiem, tylko w rozmowach z najbliższymi przyjaciółmi wspominał Bronisław Geremek - mediewista, który został doradcą "Solidarności" i szefem polskiego MSZ, po czym zginął minionego lata w wypadku samochodowym - życie i śmierć w warszawskim getcie. "Jest to książka zamknięta na klucz" - powiedział kiedyś przyjaznemu dziennikarzowi.

W obszernym autobiograficznym wywiadzie sprzed paru lat Leszek Kołakowski - filozof i historyk idei, badacz, krytyk i współlikwidator komunizmu, zmarł w zeszłym tygodniu w Oksfordzie - wspominał wojenne dzieciństwo w okupowanej Polsce. Jak w wieku 15 lat musiał pracować na Arbeitskartę, produkując drewniane zabawki. Jak po zamknięciu szkół przez Niemców uczył się sam, eksplorując splądrowaną bibliotekę (z encyklopedii wiedział wszystko na A, D i E, opowiadał, ale nic na B i C, bo miejscowi chłopi wzięli te tomy na podpałkę). Jak widział na własne oczy karuzelę na placu Krasińskich, gdy obok płonęło getto, a "w powietrzu fruwały osmalone strzępy ubrań" - tę scenę uwiecznił Czesław Miłosz w wierszu "Campo di Fiori". Jak ilekroć zauważył lecący nisko samolot - nawet w Anglii, w podeszłym wieku - bał się instynktownie, że zaraz zrzuci bomby. I jak w Warszawie w 1943 r. Niemcy aresztowali i zabili mu ojca.

Obszerniejsze świadectwo europejskiej gehenny pozostawił Ralf Dahrendorf - zmarły w zeszłym miesiącu niemiecko-brytyjski teoretyk społeczny, polityk i wykładowca. Jego ojciec, socjaldemokratyczny polityk, ledwie uszedł z życiem aresztowany po zamachu na Hitlera 20 lipca 1944 r. Sam Dahrendorf jako piętnastolatek wdał się w antynazistowską działalność szkolną i trafił na gestapo (konspiratorzy, sami mole książkowe, pisali grypsy po łacinie przekonani, że tajniacy nie zrozumieją; ale tamci znaleźli proste rozwiązanie: aresztowali nauczyciela łaciny).

Dahrendorf wspomina, jak dziesięć dni w pojedynczej celi obudziło w nim "niemal klaustrofobiczne pragnienie wolności, iście fizyczny opór przed zamknięciem przez kogokolwiek: konkretne jednostki lub anonimową organizację", co rozbudziło w nim na zawsze umiłowanie wolności. Jego niemieckojęzyczne wspomnienia (zatytułowane "Über Grenzen", co znaczy "ponad granicami" i "o granicach") zawierają niezapomniany opis gestapowskiego więzienia widzianego oczami nastolatka. Spędzono ich, żeby oglądali egzekucję współwięźnia skazanego za kradzież ćwiartki margaryny. Powieszono go, jak pisze Dahrendorf, "w okropny sposób, bez bloczków uciskających tętnice szyjne i musieliśmy obserwować długą śmierć".

Każdy z trzech niezwykle utalentowanych chłopców mógł łatwo stracić życie - jak wielu przyjaciół i krewnych spłonąć na stosie europejskiej samodestrukcji. Każdy przeżył potem długie, bogate życie, stworzył nieprzemijające wartości. Każdy przyczynił się błyskotliwie, klarownie, odważnie i jakże dowcipnie do powstania wolnej Europy, w której dziś mieszkamy.

O Unii Europejskiej trzej profesorowie nigdy nie myśleli jednakowo. Bronisław Geremek był szczerym euroentuzjastą. Nigdy nie zapomnę, jak zagadnął mnie na sejmowym korytarzu, mówiąc: "Wiesz, dla mnie Europa jest jak platońska idea". Wierzył tyleż w idee, co w rzeczywistość. Umarł jako europoseł.

Ralf Dahrendorf był na pewno przykładem postawy, którą w Wielkiej Brytanii nazywano "proeuropejską". Był europejskim komisarzem, jednak w ostatnich latach życia wypowiadał się dość krytycznie o drodze, jaką podąża UE. Jego Europa była zawsze krainą wolności, tą miarą mierzył Unię.

Leszek Kołakowski nie krył natomiast sceptycyzmu do wedle niego homogenizujących tendencji europejskiego projektu. Doceniając oczywiste zalety UE, troskał się o tożsamość narodową i kulturową różnorodność. Podczas wielu wieczornych oksfordzkich pogawędek wyśmiewał dobrotliwie mój euroentuzjazm. Przypisałbym ten sceptycyzm długiemu, blisko 40-letniemu pobytowi na Wyspach Brytyjskich, gdyby nie to, że nie wierzył w jakąkolwiek poważny wpływ brytyjski na jego myślenie. On jednak wierzył gorąco w to, że otorbiona żelazną kurtyną Europa Środkowa winna powrócić do grona wolnych europejskich narodów. Z tą myślą demontował intelektualnie komunizm, zarazem szukał politycznych strategii jego odrzucenia.

Kiedy więc mówimy o Europie, nie o konkretne brukselskie instytucje nam chodzi, tylko o ogół europejskich narodów, które, choć nadal bardzo różne, złączone są prawno-polityczno-ekonomicznym ustrojem, systemem społecznym, etosem, zobowiązaniem, które umieszcza ludzką godność i wolność ponad, poza i w centrum systemu wartości. W taka Europę wszyscy trzej wierzyli, o taką walczyli.

Mój wniosek jest prosty, choć trudno przekłada się na praktykę. Nie możemy już polegać na jednostkowej pamięci, ani też na sile przekazu żyjącej jeszcze wojennej generacji. Potrzebujemy tedy więcej i lepszej historii w szkołach. Historii dla każdego. Historii wpajanej poprzez żywe opowiadanie o szczególnych biografiach. Dobry nauczyciel zacznie od nich trzech: Bronka, Leszka i Ralfa.



Przełożył Sergiusz Kowalski



www.timothygartonash.com

Timothy Garton Ash jest profesorem europeistyki na Uniwersytecie Oksfordzkim i tamtejszej katedrze im. Isaiaha Berlina, jest też Senior Fellow w Hoover Institution Uniwersytetu Stanfordzkiego.

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • 5 komentarzy
  • Drukuj
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    4 głosy

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':