http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

"Mów mi mistrzu!"

Magdalena Środa
2009-07-23, ostatnia aktualizacja 2009-07-22 11:19

Kołakowski stał się teraz elementem zbiorowej pamięci i zbiorowego dziedzictwa intelektualnego, każdy będzie go widział takim, jakim chce go widzieć. Ale chyba wszyscy będą go widzieli wielkim

Magdalena Środa
fot.
Magdalena Środa
We wspomnieniach, które zalały prasę, Kołakowski pojawia się raz jako osoba religijna, która z marksizmu nawróciła się na wiarę. Choć - jak uważam - jego najciekawsza książka poświęcona religii pojawiła się wtedy, gdy marksistą był i zamierzał jeszcze trochę pozostać (mam na myśli "Świadomość religijną i więź kościelną"). W innych wypowiedziach Kołakowski to twórca "Głównych nurtów marksizmu", choć akurat napisał je wtedy, gdy marksistą być przestał, i chyba sam dzieła tego nie cenił najwyżej. Każdy widać czyta go na swój sposób i na swój sposób wspomina. Kołakowski stał się teraz elementem zbiorowej pamięci i zbiorowego dziedzictwa intelektualnego, każdy będzie go widział takim, jakim chce go widzieć. Ale chyba wszyscy będą go widzieli wielkim.

Niechętni będą mu wypominali marksizm. Inni będą szukali w nim żarliwej religijności. Dla jednych będzie liberałem, dla innych - konserwatystą i filozofem Boga. Dla analityków będzie analitykiem filozoficznych pojęć, dla historyków - historykiem myśli i idei. A był wszystkim nie tylko po trochu, ale - by tak powiedzieć - całą gębą. Był wielowymiarowy, renesansowy - erudycyjny i pedantyczny historyk filozofii, świetny analityk i hermeneutyk, subtelny moralista, postać zaangażowana politycznie i przekonaniowo w świat, w którym żył, a jednocześnie zachowująca wielki dystans do spraw nieważnych i przemijających.

Sokratyk. Ironizował. Pytał i zachęcał do myślenia. I trzeba było myśleć, by czytać jego teksty. I trzeba było czytać jego teksty, by zacząć myśleć. No i jeszcze jedno - miał wyjątkowe poczucie humoru. Nie znam tekstu, gdzie nie byłoby obecne, bądź w wersji złośliwej, szyderczej, bądź w pogodnej. A jednocześnie był przesiąknięty jakimś pesymizmem - co do losów świata, natury ludzkiej i szczęśliwości doczesnej.

Kilka lat temu zaprosił mnie na obiad tuż przed swoim seminarium, które prowadził w ramach katedry Erasmusa na Uniwersytecie Warszawskim. Z trudem chodził, więc szukaliśmy czegoś niedaleko i bez schodów. Poszliśmy więc do baru na Krakowskiem Przedmieściu, zwanego przez studentów "wermachtem". Plastikowe stoliki, sztuczne kwiaty, samoobsługa i całkiem niezła wojskowa kuchnia za małe pieniądze. Przepraszałam za niestosowność tego miejsca, ale Kołakowski machał tylko zniecierpliwiony ręką, jedząc jakąś zupę. "A Magda to feministką została?" - zapytał ironicznie i z wielkim zdziwieniem. "Zawsze byłam, tylko nie zawsze wiedziałam, panie profesorze". Tytułowałam go "profesorem", a on, znając mnie od dziecka, traktował jak dziecko. Pewno z innych powodów również. "Przestań mi ciągle mówić: panie profesorze!" - powiedział. "Ależ panie profesorze, a jak mam mówić?!". "Jak to jak? Mów mi: mistrzu! Po prostu".

Widziałam go ostatnio kilka miesięcy temu. Siedzieliśmy U Kucharzy, jedząc śledzia i pomidorową. Kołakowski z przyjacielem rozmawiał o starych przyjaźniach i nieskończoności. Zagadnął mnie, dziękując za recenzję jego książki, i zapytał z niedowierzaniem: "A ty ciągle jest feministką?". "Ciągle, panie profesorze... to znaczy - mistrzu".

Był mistrzem nawet dla feministek.

Magdalena Środa, filozof, etyk

  • Drukuj
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    20 głosów

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':