Jednocześnie bardzo nie lubił tych wszystkich, którzy zakazują stawiania trudnych, zwłaszcza metafizycznych pytań, twierdząc, że są to pytania źle postawione. A więc nie można ich zadawać. Owszem, można. A nawet trzeba - twierdził i uporczywie takie pytania zadawał.
Dosłownie do ostatnich dni próbowałem pomagać profesorowi w przygotowaniu nowego wyboru esejów. Tę pracę profesor skończył. Trzy dni temu wahał się, jaki ma być tytuł tego zbioru. Tom, który ukaże się jesienią nakładem Znaku, będzie się nazywał "Czy pan Bóg jest szczęśliwy i inne pytania".
Profesor opowiadał mi, że jako kilkunastoletni chłopiec zetknął się z poezją Norwida i się nią zafascynował. Myślę, że z czasem coraz bliższe stawało mu się powiedzenie Norwida, że "z rzeczy świata tego zostaną dwie tylko - poezja i dobroć". Profesor sam był człowiekiem wielkiej dobroci. I bardzo skromnym. Uważał, że słowo filozof jest wręcz słowem obelżywym, bardzo nie lubił być w ten sposób nazywany. Jedną ze swoich książek zaczął od zdania: "Filozof współczesny, który ani razu nie pomyślał o sobie, że jest szarlatanem, jest umysłem tak płytkim, że jego dzieła z pewnością nie są godne studiowania".
Był z rodu Sokratesa, który powtarzał, że wie, że nic nie wie.
* Zbigniew Mentzel - pisarz, krytyk, autor dwóch tomów wywiadów z Leszkiem Kołakowskim:
Źródło: Gazeta Wyborcza