http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Abp Życiński: Uczył trudnej odwagi myślenia

Rozmawiała Aleksandra Klich
2009-07-18, ostatnia aktualizacja 2009-07-20 13:01

Profesor Kołakowski zmagał się z prawdą w samotności - mówi filozof, ks. arcybiskup Józef Życiński

Arcybiskup Józef Życiński
Fot. Maciej Zienkiewicz / AG
Arcybiskup Józef Życiński
Aleksandra Klich: Za co najbardziej ksiądz arcybiskup cenił Leszka Kołakowskiego?

Ks. prof. Józef Życiński: Za subtelne widzenie świata. Za to, że potrafił dostrzec i szanować różne postawy, widzieć sytuacje w ich całej złożoności. Pamiętam, że gdy w latach 90. można było przeczytać opinie ideologów, którzy głosili, iż w PRL-u "wszyscy byli ubłoceni, wszyscy byli Humerami", Kołakowski napisał, że "była wielka masa zeszmacenia przerywana niewielkimi, drogo opłaconymi wyskokami protestu i były rzeczywiście strumienie prawdy, co trwały na przekór strumieniom kłamstwa". Dobrze zapamiętałem to zdanie. Uczył trudnej odwagi myślenia, nawet za cenę samotnej wędrówki ku szczytom.

Filozof sceptyk i filozof biskup katolicki - wydawałoby się, że trudno znaleźć ludzi dalszych od siebie w postawach i światopoglądzie. Co was połączyło?

- Gdy po raz pierwszy - to było pod koniec lat 90. - zadzwoniłem do państwa Kołakowskich i zapytałem, czy mogę wpaść na kilka minut, rzeczywiście usłyszałem w głosie profesora lekkie zdziwienie. Pewnie rzadko gościł biskupów (śmiech). Jednak potem profesor przyjął moje zaproszenie i we wrześniu 2000 roku przyjechał do Lublina na Kongres Kultury Chrześcijańskiej. Ku zaskoczeniu wielu powiedział wtedy, że nie jest prawdą, jakobyśmy żyli w kulturze postchrześcijańskiej. Chrześcijaństwo istnieje, tyle że dawnych męczenników zastąpili świadkowie wiary. Ludzie, którzy na przekór kryterium tłumy, masy, dają świadectwo chrześcijańskim wartościom. Wartościom, które są niezbędne kulturze.

Jakie to wartości?

- Prawda, solidarność, sprawiedliwość. Od świata idei Platona do niepokoju serca Augustyna i Pascala. Afirmując takie wartości, Kołakowski mógł zaprzyjaźnić się choćby z Józefem Tischnerem czy Michałem Hellerem. Teza o istnieniu Absolutu wydawała mu się racjonalna. W Lublinie podczas Kongresu zrozumiałem, że czuł, iż rzeczywistość widzialna jest podporządkowana wyższej rzeczywistości, która kieruje nas w stronę dobra. I że ten świat niewidzialny nie jest mniej realny niż świat fizyczny. Że jesteśmy za ziemi wygnańcami, a "miasto nasze jest gdzie indziej".

Spotkaliście się również podczas debat intelektualistów z Janem Pawłem II w Castel Gandolfo. Dlaczego papież zaprosił profesora?

- Pewnie po prostu go cenił. Na te spotkania zapraszano naprawdę duże nazwiska spoza kręgów katolickich. Wtedy w Castel Gandolfo cieszyłem się, że tak wiele nas łączy, choć dostrzegałem też, że wiele nas różni. On doszedł do chrześcijaństwa na drodze badań filozoficznych, zmagań naukowych, my wzrastaliśmy w środowisku Kościoła, wiara była składnikiem naszego dzieciństwa. Gdy wychodziliśmy z mszy odprawianej przez papieża, ks. Tischner skomentował, zerkając w stronę Kołakowskiego: "Panie Leszku, jak pan idzie na mszę papieską, to jeszcze niewiele z tego może wynikać. Będzie wynikać, jak się pan wybierze na mszę odprawianą przez proboszcza w swoim Oksfordzie".

Chyba się jednak nie wybrał. Zbigniewowi Mentzlowi mówił, że liturgia katolicka wydaje mu się piękna, ale w niej nie uczestniczy.

- To nawyki profesorskie. Refleksja naukowa była bliższa profesorowi niż poczucie więzi z rzeszami, które musiałby spotkać w kościele. To był dla niego zawsze odległy tłum. Ten z Pieśni Horacego "Odi profanum vulgus et arceo" (nienawidzę nieoświeconego tłumu i unikam go). Trudno przełamać takie bariery filozoficzne. Profesor Kołakowski zmagał się z prawdą w samotności.

Karierę naukową zaczynał jako zdeklarowany, wojujący z Kościołem marksista.

- Takim go poznałem, gdy pisałem na seminarium magisterskim u ks. prof. Kazimierza Kłósaka [krytyka materializmu dialektycznego] pracę o ewolucji wszechświata. Wtedy miałem wśród materiałów tekst Kołakowskiego "Logika kontra ksiądz Kłósak". Przy jakiejś okazji zapytałem, jak to się stało, że on, były marksista, potrafił wejść na własną drogę intelektualną, a tak wielu ludzi w Polsce tego nie umie. "Jednym chodzi o karierę, innym o prawdę" - odpowiedział. Przykro mu było, gdy w kręgach kościelnych spotykał się z niesprawiedliwą krytyką opartą wyłącznie na interpretacjach tego, co napisał w latach 50.

Ponoć prowadził ascetyczny tryb życia. Unikał towarzystwa.

- Proszę pani, jeśli ktoś traktuje serio świadectwo prawdy, chce pisać monumentalne dzieła, to musi powiedzieć zdecydowane "nie" różnym towarzyskim formom życia. Gdyby tego nie zrobił, to uprawiałby gawędziarską publicystykę, a nie imponującą, erudycyjną filozofię. A Kołakowski urzekał erudycją. Mam nadzieję, że Chrystus, który jest prawdą, sprawi, że będziemy mogli kontynuować nasze dyskusje. Były fascynujące.

Zbigniewowi Mentzlowi powiedział, że nie widzi kryzysu chrześcijaństwa. Co swoją myślą wzniósł ważnego do polskiego Kościoła?

- Polskiego Kościoła nie traktował jak jednolitej grupy o tych samych poglądach. Widział różne postawy. Jasno i klarownie wyrażał solidarność z chrześcijaństwem. W imię obrony piękna, wartości transcendentnych, rozumu. Jeśli mówił, że nie widzi w Kościele kryzysu, to dlatego, że nie szukał tego, co ważne w statystykach powołań, czy odejść z kapłaństwa, ale w trwałości nauczania niezależnego od aktualnych opinii. Chrześcijaństwo było dla niego po prostu znakiem prawdy i świadkiem wartości.

Szukał ich również w buddyzmie - przyznał Mentzlowi.

- Pewnie tak.

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • 8 komentarzy
  • Drukuj
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    8 głosów

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':