Jarosław Kurski: Raymond Aron był przekonany, że pamięć Vichy będzie ciążyła na nowej republice. Nie docenił generała de Gaulle'a, który, jako polityczny geniusz, potrafił narzucić swój obraz rzeczywistości masom. Gdy 25 sierpnia 1944 r. de Gaulle wkroczył do Paryża, jego zwolennicy oczekiwali, że ogłosi koniec reżimu Vichy i nastanie republiki. Ale generał powiedział: „Nie będę ogłaszał powstania republiki, bo republika nigdy nie przestała istnieć”. Wtedy powstał mit, w który Francuzi bardzo chętnie uwierzyli. Mit zjednoczonej Francji w walce z niemieckim okupantem. Aron, mimo że był wybitnym analitykiem, nie potrafił tego przewidzieć.
Po słowach de Gaulle'a nie można było sądzić Petaina jako prawomocnego przywódcę kraju, tylko jako uzurpatora i zdrajcę. We Francji doszło do czystek. Ponad 10 tys. osób zostało zgładzonych w sposób spontaniczny- żeby użyć eufemizmu. Kobietom podejrzanym o romanse z niemieckimi oficerami golono głowy i publicznie upokarzano. Społeczeństwo francuskie chciało wyprzeć z pamięci hańbę Vichy i uwierzyć w wizję Generała, że republika nie przestała nigdy istnieć, a całe społeczeństwo było w ruchu oporu. Chciałoby się powiedzieć - odwołując się do dzisiejszych analogii - że wszyscy byli w "Solidarności".
Ale to zaimponowało Aronowi. Pozwalało odbudować narodową jedność i oddalało widmo wojny domowej, której tak bardzo się obawiał. Przeprowadźmy zatem paralelę między Aronem a Michnikiem z jednej strony, a Petainem i Jaruzelskim z drugiej.
Aron, gaullista najlepszej daty - bo z lipca 1940 r - i Michnik, opozycjonista, najlepszej daty i niezłomności. Obaj dostrzegają racje swoich zaciekłych wrogów.
Adam Michnik: Myślenie Arona rzeczywiście było dla mnie bardzo instruktywne. Szczególnie gdy zastanawiałem się, co Polsce może grozić, kiedy zniknie gorset komunistycznej dyktatury i sowieckiej dominacji. Rozumiałem Francuzów krytykujących de Gaulle'a za proces Petaina. Przecież wtedy we Francji komuniści mieli broń. Zderzenie tych jakby dwóch różnych Francji wisiało na włosku. Przecież Petain, bohater z I wojny, nie zrobił zamachu stanu, by sięgnąć po władzę. Jemu Francja tę władzę oddała, uważając, że na ów czas to człowiek najlepszy. Racje były podzielone. Ogromna część Francuzów aprobowała Petaina.
Tak jak jeszcze dziś w Polsce z sondaży wynika, że 50 proc. badanych pozytywnie ocenia generała Jaruzelskiego. Mogę się głęboko nie zgadzać z generałami, ale te 50 proc., które jest innego zdania, należy w demokratycznej Polsce respektować. Raymond Aron jest znakomitym nauczycielem racjonalnego myślenia w polityce. Uważa różnorodność za coś całkowicie oczywistego. Nigdy nie obraża się na rzeczywistość, w której przyszło mu funkcjonować.
Bardzo charakterystyczna jest postawa Arona w 1968 r. Wszyscy moi koledzy rówieśnicy byli wtedy na barykadach. A jednak, gdy dziś zastanawiam się nad tym wszystkim, to rację miał Aron. On uczy, jak unikać wszelkiego ekstremizmu. To liberał, który rozumie, że najlepiej funkcjonuje się w temperaturach średnich. Oczywiście ta postawa ma swoje ograniczenia. My wiemy, że świat ma sens i smak dzięki temperaturom gorącym, ale żyć można tylko w temperaturach średnich.
Stephen Launay, francuski politolog, znawca Arona: Krytyka u Arona zawsze musi również prowadzić do pewnej siły pozytywnej. Wiedza wynikła z krytyki musi zaowocować konstruktywną propozycją naprawy.
Jarosław Kurski: Raymond Aron w 1933 r. przebywał w Niemczech i obserwował marsz narodowego socjalizmu do władzy. Przerażony tym, co zobaczył, przyjechał do Francji. Na spotkaniu z przedstawicielem rządu przeprowadził fantastyczną intelektualną analizę tych wydarzeń. Ale na pytanie: „No dobrze, ale co pan proponuje, co by pan zrobił na miejscu ministra?”, Aron nie potrafił równie błyskotliwie odpowiedzieć. To była nauka, którą przyswoił sobie na całe życie. Zawsze trzeba proponować coś konstruktywnego i możliwego za razem.
Christian Bachelier, francuski historyk, biograf Arona: Aron sprzeciwiał się wszelkim doktrynalnym sformułowaniom. Tym samym nie było aronizmu. Często przedstawiano go jako „profesora higieny intelektualnej i moralnej”. Najważniejsza była jego stała wola zrozumienia. Dla Arona to był dla kategoryczny imperatyw.
Rozliczanie przeszłości Aron traktował jak proces, a nie jednorazową czynność. W piśmie "Express" z lutego 1983 r. Aron opublikował artykuł dotyczący aresztowania Klausa Barbiego, szefa lyońskiego gestapo. Pisał w nim, że jego proces powinien przede wszystkim pokazać konsekwencje ideologii, która zleciła i zrealizowała Holocaust. Tylko wtedy pobudzi wierność, nie pobudzając nienawiści. Pomoże Francji rozliczyć się z tym tragicznym okresem. Dało znać o sobie aronowskie umiarkowanie liberalne, które według niego powinno określać stosunek teraźniejszości do przeszłości.
Andrzej Wielowieyski: Dla mnie Raymond Aron jako analityk sytuacji z czerwca 1940 r. jest nie do przyjęcia. We Francji wylano morze atramentu na ten temat, ale dzisiaj nie można po prostu usprawiedliwić ani tych ponad pięciuset deputowanych, ani społeczeństwa francuskiego, ani większości generalicji, którzy Petaina poparli. Ich zachowanie było po prostu bardzo głupie. Petain nie ratował przed niczym. Zagrożenie demograficzne było grubo przesadzone. Przecież koncepcja przeciwników Petaina z de Gaulle'em na czele zakładała przeniesienie się do Afryki, wzięcie, co można najlepszego, z armii, lotnictwa, marynarki, i trwanie. To alternatywa zwycięstwa hitlerowskiej koalicji była dla Francji straszna. To, co zrobiono w czerwcu 1940 r., było złem wyrządzonym Francji i Arona trudno jest usprawiedliwiać. Rozumiemy przesłanki, odczucia tego wykrwawionego w czasie I wojny społeczeństwa francuskiego. Ale ta słabość moralna i polityczna to, jak mawiał Talleyrand, gorzej niż zbrodnia, to po prostu ciężki błąd.
Jarosław Kurski: Nie wątpię, że pan, panie senatorze, zachowałby się tak jak Raymond Aron, i na jednym statku popłynął z nim do Anglii, by dołączyć do obozu wolnych Francuzów. Taki był właśnie Aron. Jego moralny wybór był jednoznaczny, on był jednym z pierwszych przy de Gaulle'u.
Andrzej Wielowieyski: Ale to kwestia politycznego wyboru, a nie moralnego. Aron politycznie miał wątpliwości.
Jarosław Kurski: On miał zdrowy rozsądek. Każdy inteligentny człowiek powinien mieć wątpliwości. W propagandzie gaullistowskiej Aronowi przeszkadzał właśnie ten manicheizm: oni są źli, a my jesteśmy dobrzy. Z tego powodu powojenna rekoncyliacja przebiegała z takimi problemami. Nie ulega wątpliwości, że skrytym marzeniem Francji było, żeby Petain i de Gaulle podali sobie ręce w Afryce i poszli razem przeciwko nazistom. Tak się nie stało.
Adam Michnik: Z punktu widzenia francuskiego interesu narodowego potrzebny był i Petain, i de Gaulle. Sercem oczywiście myślę tak jak Andrzej [Wielowieyski]. Też prawdopodobnie byłbym za de Gaulle'em. Ale patrząc na dzisiejszą Warszawę i Paryż czy Pragę... Francuzi i Czesi nie byli tak heroiczni, ale swojego miasta nie zamienili w kupę gruzów.
Jest coś takiego jak honor Francji. De Gaulle był jego strażnikiem. Ale jest też coś takiego jak interes codzienny Francuzów, którzy chcieli normalnie żyć i nie stawać w kółko przed plutonami egzekucyjnymi. Tego też nie można lekceważyć.
Zgadzam się z Jarkiem, że de Gaulle'owi udała się genialna rzecz: przekonał Francuzów, że wszyscy byli po właściwej stronie.
Christian Bachelier: Nie można czynić z Arona adwokata marszałka Petaina. Jemu nie chodziło o pojednanie za wszelką cenę. Aron nie mówił: zapomnijmy przeszłość. Był bardzo daleki od tego. Będąc w Londynie, Aron publikował we „France Libre”. Tam co miesiąc dokonywał zimnej, krytycznej analizy reżimu Vichy. Robił to bardzo dokładnie i delikatnie. Do dziś wielu historyków korzysta z tego, co wtedy napisał.
Ignacy Rutkiewicz: W Polsce ostatnio pojawiło się pojęcie, nie najświeższej daty zresztą, polityki historycznej. To próba lansowania jednej wizji historii. Gdyby to robili historycy, intelektualiści, byłoby to oczywiście dozwolone i uprawnione. Ale jeżeli ma to być realizowane środkami państwowymi, to należy postawić znak zapytania. Czy we Francji mamy do czynienia z fenomenem, który można nazwać polityką historyczną?
Stephen Launay: Gdy rządy postanawiają czy parlamenty uchwalają pewne prawdy, należy rzeczywiście martwić się o swobodę prowadzenia badań naukowych. Czym innym jest pamięć. Ale kiedy pamięć o przeszłości staje się obowiązkiem, interpretowana jest w pewien określony sposób, wówczas odchodzimy od demokracji liberalnej.
oprac. LW
Fragmenty debaty "Rozliczenia z przeszłością według Raymonda Arona" zorganizowanej w Klubie "Goście Gazety" we współpracy z Instytutem Francuskim i wydawnictwem Sprawy Polityczne