Polskie drogi - włącz się do akcji Gazety Wyborczej. Zobacz mapę niebezpiecznych miejsc, sprawdź jak jeżdżą inni, zobacz galerię krzyży polskich. Napisz do nas: listydogazety@gazeta.pl - więcej w serwisie specjalnym
>
Młody kierowca przecenia swoje umiejętności zobacz komentarz psychologa
>
Okoliczności? Zazwyczaj podobne - weekend, noc lub wczesny poranek w drodze z imprezy. Wypadają z drogi, uderzają w drzewo. Giną. Przyczyna? Splot dwóch czynników całkiem różnej natury.
Godzina 2.00. W Lubuskiem rozpędzony opel calibra wylatuje z drogi, uderza w betonowy przepust i ląduje na drzewie. Z auta wypada pięć osób. Trzy nie żyją, dwie w stanie ciężkim trafiają do szpitala. Wszyscy wracali z imienin.
Godzina 3.30. Okolice Konina. 20-letni kierowca forda escorta traci panowanie nad autem, które wylatuje z drogi, koziołkuje i rozbija się o mur. Bilans to trzech zabitych i trzech rannych.
Godzina 4.30. Na drodze S1 pędzące ponad 150 km/godz. bmw uderza w betonowe szykany, a potem w słup. Szczątki auta lądują na obu pasach jezdni. Policja ustala, że zginęło sześć osób.
Podobnych wypadków jest tyle, że nie wszystkie trafiają do prasy. Wspólny elementy: młody kierowca, młodzi pasażerowie, duża szybkość. Choć może się wydawać, że wypadki po dyskotece to polska specjalność, częściowe wytłumaczenie tego fenomenu przyszło z Kanady.
Patrzcie, niczego się nie boję Tamtejszych naukowców zastanowiło, że nieproporcjonalnie dużo - bo aż 25 proc. - śmiertelnych ofiar wypadków przypada na osoby z dość wąskiego przedziału wiekowego - 16-24 lata.
By ustalić przyczynę tej nadreprezentacji, wzięli pod lupę młodych kierowców jeżdżących całymi paczkami. Po roku mieli odpowiedź, a w zasadzie prawidłowość: młodzi kierowcy ulegają presji rówieśników - im więcej ich wiozą, tym ryzykowniej prowadzą.
- Chodzi o pozycję w grupie. Jeśli pokażę, że nie pękam, że nie boję się szybkości ani ostrych zakrętów, moje akcje wzrosną. A im liczniejsza widownia, tym więcej mogę zyskać, więc tym bardziej chcę zaimponować - potwierdza psycholog Andrzej Markowski. Kanadyjczycy wpadli na to, obserwując auta wiozące od jednej do pięciu osób. Gdyby prowadzili badania nie w Ontario, ale np. w Kieleckiem, badania z pewnością trwałyby krócej. Raz, że u nas auta, choć mniejsze, "potrafią" zmieścić więcej osób (jak opel calibra spod Radomska załadowany ośmioma osobami), dwa - jeżdżą po gorszych i węższych drogach z łatwym do przewidzenia skutkiem. Ale jest też coś, czego Kanadyjczycy nie uwzględnili.
Auto jak rollercoaster Choć jadąc na płytę lotniska wiedzieliśmy, czego się spodziewać, rezultaty przerosły nasze oczekiwania. Ustawiliśmy slalom tak, by nieobciążone auto mogło swobodnie pokonać go "pięćdziesiątką". Z każdym kolejnym przejazdem do jadących dosiadała się jedna osoba. Dopóty ich liczba nie przekroczyła trzech (dwie siedzące z przodu, jedna z tyłu), nie było większych różnic - astra classic wciąż prowadziła się pewnie. Przy czwartej dawał się słyszeć pisk opon oraz narzekania miotanych od drzwi do drzwi pasażerów tylnej kanapy. Przy piątej wyrzucany siłą bezwładności tył auta potrącił jeden i zmiótł dwa końcowe słupki. Próba z sześcioma osobami przypominała jazdę rollercoasterem - podobne emocje i przeciążenia. A wynik? Jakoś udało się ominąć trzy słupki. Auto zmiotło czwarty i piąty, by zatrzymać się na wysokości siódmego bokiem - prawie cztery metry od zamierzonego toru jazdy. Gdyby próba odbywała się na prawdziwej drodze, astra leżałaby w rowie. Na nic zdał się refleks kierowcy i szybkie kontry kierownicą. Pogłębiający się wahadłowy poślizg przy tak nierównomiernym obciążeniu auta (tył cięższy od przodu) okazał się nie do opanowania.
Podrasowanym gruchotem w drzewo Próby z innymi autami tylko utwierdziły nas w przekonaniu, że każde przechodzi taką metamorfozę - prowadzi się inaczej na pusto i z kompletem, szczególnie nadkompletem pasażerów (większość osobówek to auta pięcioosobowe). Nie oczekiwaliśmy aż takich różnic, generalnie tym większych, im starsze auto. A te, którymi obstawione są dyskoteki w Polsce, często liczą sobie tyle lat, co ich właściciele. Zapełnione do ostatniego miejsca z podsterownych stają się skrajnie nadsterowne. Krótko mówiąc, zupełnie inaczej reagują na ruchy kierownicą. Wysoko położony środek ciężkości, wąskie opony, miękkie zawieszenie, krótki rozstaw osi i brak ABS dodatkowo zawężają margines błędu. Podobnie zresztą jak nieumiejętny tuning. Przykładem mogą być ople calibry, auta rzadkie na ulicach (nieprodukowane już od 12 lat), a jednak zastanawiająco często uczestniczące w dyskotekowych wypadkach.
- Wiele tych aut ma nadmiernie obniżone i utwardzone zawieszenie oraz dystanse powiększające rozstaw kół - zauważa Marek Łopata, kierownik stacji kontroli pojazdów w Górze Kalwarii. - Taka kombinacja czyni auto nerwowym i nieprzewidywalnym na nierównych drogach i przy dużych prędkościach. Niewielki skok zawieszenia sprawia, że koła łatwo odrywają się od jezdni. Z kolei dystanse i szerokie opony sprawiają, że auto nie całkiem mieści się w koleinach i dotyka jezdni tylko krawędzią kół. Ponieważ w stuningowanych autach tylne opony bywają szersze od przednich, zdarza się, że przód trzyma się kolein, a tył nerwowo myszkuje po drodze. Przeładowane jeszcze łatwiej wpada w poślizg.
Ryk silnika jak muzyka W efekcie nadmiernie ostry zakręt lub zbyt nerwowy ruch kierownicą mogą wytrącić samochód z toru jazdy. Jego zaskoczony właściciel ("Dziesiątki razy jechałem tą trasą i nic") może się tylko modlić, by nie wbił się w drzewo, latarnię lub jadący z przeciwka pojazd.
Jeśli w takich warunkach doświadczony kierowca nie może zapanować nad autem, to co dopiero ktoś, kto ma więcej temperamentu niż umiejętności? Ktoś, kto zmęczony, podekscytowany i oszołomiony wraca z imprezy? Po kilku godzinach głośnego techno ryk silnika i pisk opon wydają się czymś całkiem naturalnym. A przecież nie wspomnieliśmy o używkach...
Reasumując: młodzi kierowcy jeżdżą tym ryzykowniej, im więcej rówieśników wiozą. A im bardziej obciążony samochód, tym łatwiej wpada w poślizg i wylatuje z drogi. Chęć zaimponowania przeradza się w szybkość, ta - w bezwładność. Jedno potęguje drugie, kółko się zamyka.
Prosty eksperyment pozwolił nam pokazać, co się dzieje, kiedy na czynnik ludzki nałożą się nieubłagane prawa fizyki. Gdyby wiedzieli to ci, których ten tekst w istocie dotyczy, może nie ginęliby tak młodo i tak głupio.