http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Jazda po pijanemu to grzech ciężki

Aleksandra Klich rozmawia z ks. Piotrem Brząkalikiem
2009-08-05, ostatnia aktualizacja 2009-08-03 15:16

Na drodze, prowadząc samochod, codziennie sprawdzam, czy jestem dobrym chrześcijaninem, czy wiem, co to znaczy miłość bliźniego - mówi ks. Piotr Brząkalik, twórca akcji "Prowadzę, jestem trzeźwy"


fot. Dariusz Gorajski / ARCHIWUM

Polskie drogi - włącz się do akcji Gazety Wyborczej. Zobacz mapę niebezpiecznych miejsc, sprawdź jak jeżdżą inni, zobacz galerię krzyży polskich. Napisz do nas: listydogazety@gazeta.pl - więcej w serwisie specjalnym



Aleksandra Klich: Jeżdżenie po pijanemu to grzech?

Ks. Piotr Brząkalik: Tak, ciężki. To jest łamanie przykazania "Nie zabijaj". Bo jeżdżąc po pijanemu narażamy życie własne i bliźniego. Tego, który siedzi w aucie i tego, który korzysta z drogi jako kierowca innego samochodu, pasażer albo pieszy.

Czy to znaczy, że jeśli pijany spowoduje wypadek, w wyniku którego ktoś ginie, to jest mordercą?

Zabójcą. Siadając za kierownicą nie chciał mordować, ale zabił człowieka, bo zachował się nieodpowiedzialnie.

Czy ludzie spowiadają się księdzu z prowadzenia samochodu po pijanemu?

Niezbyt często - biorąc pod uwagę ilość kierowców złapanych na jeździe po pijanemu, ale zdarza się.

Daje im ksiądz rozgrzeszenie?

Jak żałują, to nie ma powodu, żeby nie rozgrzeszyć. Nie ma takich grzechów, za które nie można dać rozgrzeszenia.

Jeżdżąc po Polsce, często łapię się na myśli, że bardziej boję się ludzi w samochodach niż napotkanych nocą w jakimś odludnym miejscu. Każdy może być pijany, stracić panowanie nad pojazdem i mnie zabić. Zastanawiał się ksiądz, dlaczego mimo zaostrzenia prawa i wielu akcji społecznych, coraz więcej ludzi siada za kierownicą po wypiciu alkoholu?

Składa się na to kilka rzeczy. Bagatelizujemy alkohol. Więcej, uwierzyliśmy, że np. piwo to nie procenty i rozkwitła moda na browarki. Efekt jest taki, że na polskich drogach problemem nie są kierowcy, którzy mają we krwi 2, 3 promile, ale ci po jednym, dwóch piwach. Po ich wypiciu czują się na tyle dobrze, że machają ręką "ee, w porządku, jestem trzeźwy" i siadają za kierownicą. A proszę spojrzeć na niektóre puszki z piwem: tam jest napisane, że pół litra piwa równa się 25 gram czystego alkoholu we krwi. W dodatku, jeśli pijemy codziennie, nawet niewielkie ilości, to nasz organizm spala alkohol coraz wolniej. Po piwie nie jesteśmy trzeźwi. To, że siadamy w takim stanie za kierownicą świadczy o tym, że jesteśmy nieodpowiedzialni i niedojrzali, bo nie potrafimy przewidzieć skutków swoich decyzji.

Jesteśmy też nieasertywni. Nie potrafimy powiedzieć "nie piję, bo prowadzę". Przy jednej z kampanii robiliśmy z katowicką policją badania wśród kierowców zatrzymanych na jeździe po pijanemu. To byli ludzie w różnych wieku - głównie mężczyźni. Często wykształceni. Pytaliśmy, z kim pili. Większość mówiła, że w towarzystwie szwagra, teścia itd. I oni ich nie powstrzymywali, gdy potem siadali za kierownicę. No, bo co ci może być po dwóch piwach?

A do tego wszystkiego jest naprawdę stosunkowo niewielka szansa, żeby kierowcę zatrzymał policyjny patrol. W wioskach, czy na osiedlach prawie żadna. Mamy więc poczucie bezkarności.

Żony też nie widzą nic złego w tym, żeby ktoś, kto wcześniej pił, jechał samochodem.

Nawet jeśli nie akceptują tego, to w końcu się zgadzają, bo po co kruszyć kopie o jedno piwo.

To może powinniśmy sobie kupić alkomaty? Łatwo byłoby sprawdzić, czy możemy prowadzić.

Albo, czy możemy wypić jeszcze jedno piwo? To nie jest dobry pomysł. Naprawdę sądzi pani, że nie da się obejrzeć wieczornego filmu albo porozmawiać z przyjaciółmi bez alkoholu?

Ja mogę sobie sądzić, że można, ale większość Polaków uważa inaczej.

To może trzeba zmienić przyzwyczajenia? Wprowadzić modę na trzeźwość tak jak wykreowaliśmy modę na niepalenie? Przy wielkim społecznym wysiłku nas wszystkich - państwa, mediów, kościoła - to się uda. Tak jak dziś wielu młodych jest przekonanych, że nie wypada zapalić, tak za jakiś czas - jestem o tym przekonany - nie będzie wypadało prowadzić po wypiciu drinka, czy piwa.

Jak to zrobić?

Ciągle tak samo: powtarzając, że trzeźwość jest ok. Pokrzykiwaniem "nie pij" niewiele się osiągnie. Nie jesteśmy przeciwko piciu alkoholu, jesteśmy za trzeźwym stylem życia. Lepiej mówić: "Myślę, więc nie piję", "Prowadzę, więc nie piję. Jest nas coraz więcej". Taki pozytywny przekaz powinien płynąć z mediów, billboardów. Dlatego rozdajemy breloczki z hasłem "Prowadzę. Jestem trzeźwy" i kręcimy spoty reklamowe, w których nie pokazujemy pijanych, tylko trzeźwych. W tym roku nakręciliśmy filmik, w którym na urodzinach zaniepokojony jubilat pyta: A kto Was wszystkich odwiezie i słyszy uspokajający głos młodego człowieka: "Spokojnie, nie piję, prowadzę". Niestety, telewizja nie chciała wyemitować naszego spotu.

A co może zrobić Kościół?

Przypominać, że to jak zachowujemy się na drodze jest znakomitym sprawdzianem z chrześcijaństwa. Tam codziennie testuję, czy jestem dobrym chrześcijaninem, czy wiem, co to znaczy miłość bliźniego. Czy potrafię myśleć o drugim człowieku i jego dobru.

Jeśli widzę, że ktoś chce się włączyć do ruchu, to go wpuszczam przed swój samochód. Gdy tankuję, to tak ustawiam auto, żeby przy sąsiednim dystrybutorze zmieścił się drugi samochód. Już nie wspomnę o tym, że parkując dobrze byłoby nie robić tego jednocześnie na dwóch miejscach parkingowych i nie zajmować miejsca dla niepełnosprawnych.

Dalej zgodnie z tą zasadą: chcę być trzeźwy na drodze, żeby nie być zagrożeniem dla tego bliźniego. Bo jestem chrześcijaninem i kieruję się w życiu miłością bliźniego.

Od lat promuje ksiądz trzeźwość za kierownicą. Wciągnął ksiądz w swoją akcję tysiące ludzi. Ale pijanych na drogach jest coraz więcej. Nie ma ksiądz poczucie bezowocności wysiłków?

Kościół od dwóch tysięcy lat mówi "nie kradnij". Czy skoro dalej zdarza się, że ludzie kradną, Kościół ma zrezygnować z tego przykazania?

Wie Pani, jestem proboszczem parafii Matki Boskiej Nieustającej Pomocy. Pomoc potrzebna jest nieustannie.

Ks. Piotr Brząkalik jest duszpasterzem trzeźwości w archidiecezji katowickiej. Wymyślił i prowadzi kampanię "Prowadzę, jestem trzeźwy", www.trzezwosc.pl"

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • Dodaj komentarz
  • Drukuj
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    5 głosów

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':