Polskie drogi - włącz się do akcji Gazety Wyborczej. Przyślij informację o niebezpiecznym miejscu, sprawdź jak jeżdżą inni, zobacz galerię krzyży polskich. Napisz do nas: listydogazety@gazeta.pl - więcej w serwisie specjalnym
>
W 2008 r. gorzej było tylko na Litwie, nieco lepiej w Rumunii - cytowaliśmy wczoraj z raportu Europejskiej Rady Bezpieczeństwa Transportu. Co gorsza, od początku dekady liczba zabitych na drogach spadła u nas tylko o 2 proc.; podczas gdy w nowych państwach Unii - o 11, a w starych - aż o 37 proc. Zdaniem Rady bezpieczeństwu na drogach sprzyja niekiedy kryzys, bo ogranicza ruch. W zeszłym roku przyniósł znaczny spadek śmiertelnych ofiar na Węgrzech, obok walki z pijanymi i zbyt szybko jeżdżącymi kierowcami.
Winni są głównie kierowcy - sugeruje część ekspertów, domagając się, by szybko pokryć kraj siecią fotoradarów i karać z automatu. Może utemperuje to część kierowców, ale większość znów dociśnie pedał pomiędzy fotoradarami. Ludzie chcą się szybko poruszać. Polski problem to raczej niedostatek autostrad i dróg ekspresowych dostosowanych do szybszej jazdy.
Droga z Warszawy do Białegostoku i Suwałk fragmentami jest kompletnie rozjechana przez tiry. Nawet mistrz kierownicy, wyrzucony z głębokiej koleiny, straci tam panowanie nad autem. A szlaki tranzytowe przechodzące przez miasteczka, czasem obok szkół?
Jeśli do wypadku dojdzie, ratunkiem może być konstrukcja samochodu. Raport jasno to pokazuje. Od początku dekady liczbę śmiertelnych ofiar najbardziej ograniczyły Francja, Portugalia i Hiszpania - gdzie kupuje się najwięcej nowych aut o najwyższych wskaźnikach bezpieczeństwa.
W "starej" Unii auto ma średnio 8 lat. W Europie Środkowo-Wschodniej - 14 lat. "W państwach tych flota starych aut, w połączeniu z wielkim importem używanych samochodów, wstrzymuje poprawę bezpieczeństwa drogowego" - stwierdza raport.
Do Polski sprowadzamy co roku ok. 1 mln zużytych aut z Zachodu. Gdy wchodziliśmy do Unii, tylko połowa aut miała ponad 10 lat. Teraz już dwie trzecie - dwa razy więcej niż średnia UE. To zachęta do brawury. Kierowca, który sporo wydał na nowe auto, jeździ uważniej niż ten, kto kupił weterana szos za parę groszy i po kraksie zamieni go na podobny okaz.
Oprócz Polski żywiołowy import używanych aut prowadzi w Unii tylko Bułgaria. W ciągu roku wskaźnik wypadków śmiertelnych na milion mieszkańców podskoczył tam ze 128 do 139. W Polsce wynosi on 143. W Szwecji, gdzie przeważają nowe auta o wysokim standardzie bezpieczeństwa - zaledwie 43.