O trwającej ponad 50 lat niezwykłej przyjaźni Wandy Półtawskiej z Karolem Wojtyłą czytaj w serialu reporterskim Gazety Wyborczej i raporcie specjalnym
>
Czekamy na Wasze listy. Napisz: listydogazety@gazeta.pl
>
Umierał przy niej dwa razy. Pierwszy raz po tym, jak Ali Agca strzelił do niego 13 maja 1981 r. Trafił w rękę i brzuch. Cudem nie trafił w głowę, choć bardzo chciał: Jan Paweł II akurat pochylił się, żeby wziąć na ręce małą dziewczynkę. Raniony opada w ramiona ks. Stanisława Dziwisza. - Boli - słyszy sekretarz.
- Co mogę dla ciebie zrobić? - pyta Wanda Półtawska już w klinice Gemelli. Odpowiada: - Cierp ze mną. Włoscy dziennikarze dojrzą twarz starszej kobiety w oknie kliniki.
Półtawska i szpieg w Watykanie Po zamachu papież ogranicza kontakty z urzędnikami kurii rzymskiej, ufa tylko swoim polskim współpracownikom. A najbardziej ufa Półtawskiej - tak przynajmniej twierdzi włoski sędzia śledczy Rosario Priore, który w latach 90. prowadził dochodzenie w sprawie zamachu na placu św. Piotra. W 1993 r. dwukrotnie przesłuchiwał przyjaciółkę papieża. W tym roku opowiedział o tym dziennikarzowi "La Stampy".
Sędzia Priore wspomina, że niedługo po zamachu ktoś się wspiął prawdopodobnie na kopułę Bazyliki św. Piotra i korzystając z aparatu z silnym teleobiektywem, sfotografował cierpiącego Jana Pawła II.
Na zdjęciach widać papieża w towarzystwie dwóch lekarzy. Nie wiadomo, jak fotografie trafiły w ręce współpracowników Wojtyły. Głowiono się natomiast, kto i po co je zrobił oraz - w świetle niedawnego zamachu - jak ktoś niepowołany mógł się dostać na teren Watykanu.
Według sędziego to właśnie Półtawska prowadzi w czerwcu 1981 r. nieoficjalne śledztwo w tej sprawie. Pomaga jej Arturo Mari - osobisty fotograf papieża (Mari potwierdza, że coś takiego miało miejsce, ale nie pamięta już żadnych szczegółów). Choć winnego nie znalazła, Półtawska dochodzi do wniosku, że w Watykanie musi być szpieg. Na wszelki wypadek wzmocniono ochronę Wojtyły.
Przed publikacją "La Stampy" w maju bieżącego roku sprawa nie była znana - nie wspominali o niej ani biografowie Jana Pawła II, ani kard. Dziwisz, ani sama Półtawska. Zapewne utrzymywano ją w tajemnicy, tak jak wiele innych okoliczności zamachu, by nie podsycać przerażenia wśród wiernych.
Proszący o anonimowość polski ksiądz mieszkający w Watykanie komentuje: - Naturalne, że po zamachu było nerwowo i każde niepokojące zdarzenie, jak np. wykonane z ukrycia zdjęcia, dodatkowo stresowało papieża i jego współpracowników.
Niepokój o bezpieczeństwo Jana Pawła II był uzasadniony. Nasz rozmówca przypomina, że rok po strzałach na pl. św. Piotra Jan Paweł II pojechał do Fatimy, do Portugalii, aby podziękować Matce Boskiej za ocalenie. I został ranny po raz drugi - rzucił się na niego z nożem hiszpański ksiądz schizmatyk Juan Fernandez Krohn. Fakt, że ostrze dosięgło Wojtyłę, że papież krwawił, też wyszedł na jaw dopiero po jego śmierci.
- Półtawska próbowała wyjaśnić sprawę tajemniczych fotografii, bo bała się o Wojtyłę i czuła się za niego odpowiedzialna - ocenia ksiądz z Watykanu. - Jednak teza, że w związku z zamachem papież stracił zaufanie do urzędników swojej kurii, jest przesadzona.
W kapciach po kaplicy W latach 1981-84 Wanda Półtawska często bywa w Rzymie, wykłada medycynę pastoralną w Instytucie Studiów nad Małżeństwem i Rodziną im. Jana Pawła II przy Uniwersytecie Laterańskim. Od 1983 r. razem z mężem zasiada w Papieskiej Radzie Rodziny, od 1994 r. - Papieskiej Akademii Życia. Współpracuje z Papieską Radą dla Pracowników Służby Zdrowia.
Półtawska zna biegle kilka języków. W filmie "Duśka" Wandy Różyckiej--Zborowskiej przyjacielsko poklepuje jakiegoś włoskiego biskupa, wylewnie wita się z koleżanką po niemiecku, czyta po francusku.
Urzędnicy kurii się z nią liczą, bo papież się z nią liczy. W tym samym filmie bp Elio Sgreccia, przewodniczący Akademii Życia, mówi: - Dr Półtawska jest naszym łącznikiem, takim rodzinnym łącznikiem, między Akademią a Ojcem Świętym. Bo w Watykanie lekarka z Krakowa czuje się jak w domu. Zawsze może włożyć do brewiarza - skrzynki kontaktowej - liścik do Jana Pawła II albo szepnąć siostrze zakonnej, że chce pilnie porozmawiać z Wojtyłą. Na osobności.
Włosi są zakłopotani ich zażyłością. Ze zgrozą opowiadają sobie, że jakaś Polka biega po papieskich apartamentach. Zwraca uwagę szwajcarskim gwardzistom, żeby się jej kłaniali, a klerykom, żeby nie śmiali się głośno na placu św. Piotra. - Polskim księżom też podnosiło się ciśnienie, gdy słyszeli jej nazwisko. Nie znosili jej, zazdrościli - mówi ksiądz mieszkający od lat w Rzymie. - Szarogęsi się - komentują półgębkiem i pokazują sobie wzajemnie miękkie kapcie, w których Półtawska schodzi do papieskiej kaplicy na poranną mszę. - Jak można łazić w kapciach po kaplicy?
Co gorsza Półtawska wszem wobec opowiada o wyjątkowości swoich relacji z Wojtyłą. Znajomy pyta ją kiedyś, czy czytała jego tekst o Janie Pawle II. Ta macha ręką: "Co ty tam wiesz? To ja wiem o nim wszystko".
W Watykanie twierdzą, że taka ostentacja najbardziej drażniła obecnego kard. Dziwisza. - Lekarz psychiatra obok papieża? To robi fatalne wrażenie - mawiał sekretarz Wojtyły. Jest jednak mało prawdopodobne, by Dziwisz zwrócił uwagę Półtawskiej albo - to praktycznie niemożliwe - samemu papieżowi.