Wkurzają mnie tam dwie rzeczy - subtelne ale jasne prowadzenie tezy - Półtawska była w Ravensbruck, gdzie została w okrutny sposób skrzywdzona, a ta krzywda wywarła wielki wpływ na jej postrzeganie świata, a zwłaszcza myślenie o seksualności człowieka. To myślenie skrystalizowało się później w formie wykładów z "medycyny pastoralnej" i bardziej emocjonalnych niż naukowych przekonań o zbrodniczości antykoncepcji. Tym myśleniem Półtawska zaraziła Wojtyłę, Wojtyła zaraził nim Pawła VI, który - jak się sugeruje pod jego wpływem - zdecydował się ostatecznie nie wziąć pod uwagę głosu swoich ekspertów i podpisać Humanae Vitae z totalnym zakazem antykoncepcji sztucznej w środku. Wniosek (choć niewypowiedziany) - miliony par na całym świecie mają teraz kłopot z powodu pewnej polskiej lekarki i jej sposobu postrzegania świata.
(...) jeśli szybko nie wpadniemy w Kościele na pomysł jak wytłumaczyć miliardowi katolików dlaczego życie bez pigułek jest lepsze (a nie że z pigułkami jest gorsze), to albo wyręczą nas w tym ekolodzy (promujący naturalny styl życia), albo będziemy się musieli za kilka lat zmierzyć z pytaniem - czy rzeczywiście jest o co kopię kruszyć i może należy tę kwestię zostawić do oceny małżonków, a nie księży.
Więcej na blogu Szymona Hołowni