Marek Edelman: Strzępy pamięci
Powstanie Warszawskie jest wielokroć opisane z każdej strony i nie miałbym nic do dodania, gdyby nie to, że jako jego żołnierz byłem w szczególnej, innej niż większość powstańców sytuacji.
Bronisław Geremek był dla mnie, jak i dla całego mojego środowiska symbolem człowieka, który rezygnuje z kariery, ogranicza możliwości swej pracy zawodowej, ukochanej przez siebie pracy historyka, aby stać się godnym miana polskiego inteligenta, polskiego intelektualisty.
Powstanie Warszawskie jest wielokroć opisane z każdej strony i nie miałbym nic do dodania, gdyby nie to, że jako jego żołnierz byłem w szczególnej, innej niż większość powstańców sytuacji.
Lata dwudzieste w Europie mijały pod hasłem wielkich eksperymentów awangardowych w poezji i w prozie. Pierwsza wojna światowa uderzyła w fundamenty tradycji europejskiej, ale dla wielu, w tym również dla młodego polskiego poety Aleksandra Wata, były to "szczęśliwe ruiny": można było upajać się wolnością rozbijania tradycyjnych form.
Przypuśćmy, że pewnego dnia z Uniwersytetu w Padwie przychodzi zaproszenie na konferencję, a jej tematem ma być Veneto, jeden z regionów Włoch. Twoja wiedza o Veneto jest raczej skromna - musiałbyś przestudiować mapę, książki, pomyśleć... Wewnętrzny głos przekonuje cię, że powinieneś odmówić, nie jesteś kompetentny, ośmieszysz się. Jednak kochasz południe Europy, a twoja prywatna zasada brzmi: ''Nie odrzuca się zaproszeń do Włoch, Hiszpanii albo Grecji''.
Był na wojnie, wrócił z niewoli, dopiero co zdjął oficerski mundur. Teraz jest w swoim Palermo, często odwiedza Londyn (gdzie od 1922 ambasadorem Włoch jest jego stryj Pietro Tomasi, markiz della Torretta) i ma właśnie jechać do Paryża. W 1925 Giuseppe Tomasi, książę di Lampedusa, diuk Palma di Montechiaro, ma trzydzieści lat. I ma pecha. Podobnego temu, jaki trzydzieści lat później przypisze don Fabrizio Salinie, bohaterowi Lamparta
Bez rzeźb Berniniego Rzym byłby niewyobrażalny i o wiele mniej ludzki. To on zaludnia go tłumem postaci kamiennych, czasem brązowych, które opowiadają nam o życiu, o miłości i przemocy, o dostojeństwie i gracji, o uniesieniach wiary i o charakterze wypisanym na twarzach portretowanych postaci. Wprowadza urzekającą cielesność w epoce potępiającej nagość w sztuce, nie potrafi oderwać się od mitologii pogańskiej, która zgodnie z tradycją nie może być ubrana. Wprowadza grę namiętności w wyrazistych gestach, w mimice, a także ten rodzaj kontaktu z widzem, który odświeża i podnosi. Zaraźliwość tych rzeźb jest ogromna - od razu czujemy się wytrawnymi smakoszami
Dlaczego, Jarosławie, tak smutnie piszesz o wynikach dwudziestoletniej pracy? Zrobiłeś przecież, powtarzam, bardzo dużo. Idealne wysubtelnienie języka, asonanse, wszelakie niuanse twoich wierszy i prozy, prawie że zespolenie muzyki z językiem, Boże drogi! Czegóż ty jeszcze chcesz? A że ten i ów z licznie po powierzchni naszej ojczyzny rozsianych galisów nie uzna ciebie!
Cóż robią teraz paladyni? Paladyni uczą się śmierci. Nie tej gwałtownej od ognia i gromu, z którą od dawna zawarli przymierze, ale pokornej śmierci istot upodlonych. Pozbawiono ich paradnych admiralskich mundurów, fraków dyplomatów i ministrów, a ubrano w pasiaste drelichy. Zdjęto im także imiona i oznaczono liczbami porządkowymi. Nazywają się teraz von Ein, Herr Fünf. Ich rządów ofiary także nosiły numery