Z badania „Gazety Wyborczej” wynika, że Polki są swoim największym zagrożeniem. Składają swoją przyszłość, i odpowiedzialność za szczęście i nieszczęście, w ręce mężczyzn. Dobrowolnie godzą się na stereotyp, że to mężczyzna ma rządzić, zdobywać, odkrywać świat, a kobieta w najlepszym wypadku może posłusznie podążać dwa kroki za nim. W pracy, rodzinie, seksie i niemal każdej sferze życia oddają pole facetom.
Jednocześnie, pytane co jest dla nich największym zagrożeniem, mówią jednym głosem - zależność od mężczyzn.
Co powinnyśmy/powinniśmy zrobić, aby uwolnić Polkę? Aby w końcu poczuła się ważna, niezależna, szczęśliwa?